Tag: technical death metal

Czytaj dalej

Recenzja: Black Crown Initiate „Violent Portraits Of Doomed Escape”

Jakieś 5 lat temu w moje ręce trafił debiutancki album Black Crown Initiate – The Wreckage Of Stars. Ich autorska wariacja na temat znanej receptury, polegającej na łączeniu na wskroś nowoczesnego, wkurwionego deathu z melodyjnymi wycieczkami, okazała się na tyle dobra i charakterystyczna, że Amerykanie z miejsca trafili do grona kapel aktywnie przeze mnie obserwowanych. Ciężkie łojenie w ich wykonaniu było na tamtym krążku satysfakcjonująco porządne, a do tego zdradzało inklinacje do zaskakujących odjazdów w nieoczywistych kierunkach, czego bodajże najbardziej jaskrawy przejaw stanowiły świetne, chwytające za gardło, a jednocześnie zupełnie nie ckliwe, partie czystych wokali…

Czytaj dalej

Recenzja: Imperial Triumphant „Alphaville”

A niech to! 2020 to dobry rok dla death metalu na Irkalli (oczywiście, również diabelnie dobry rok dla tegoż, w ogóle!). Pisałem już o doskonałych albumach Ulcerate i Pyrrhon, a trzecim składem, który w ostatnich miesiącach narobił szumu w otaczającym mnie muzycznym krajobrazie, są własnie bohaterowie dzisiejszego tekstu. Na przestrzeni ostatnich lat Imperial Triumphant zrobili błyskawiczną i efektowną karierę, zdobywając doskonałą prasę i wskakując do wysokiej ligi podziemnego grania. Pamiętam, kiedy zetknąłem się z nimi po raz pierwszy, przy okazji Abyssal Gods, łatwo było wrzucić ich do jednej szufladki z zastępem innych szalonych naśladowców Deathspell Omega. Nowojorczycy nie zagrzali tam jednak miejsca. Znaleźli swoją własną ścieżkę – opuścili opanowane przez demony i diabły leśne nory, by czerpać inspirację z plątaniny betonu, stali i ludzkich żądz, stanowiącej tkankę ich rodzinnego miasta, wspaniałego i przerażającego zarazem…

Czytaj dalej

Recenzja: Pyrrhon „Abscess Time”

Być może, w myśl powiedzonka, nie należy oceniać książek po okładkach. Nie da się jednak ukryć, że bywają one niezłym motywatorem do tego, by po niektóre książki, tudzież płyty, sięgnąć. Tak własnie było w moim przypadku, gdy po raz pierwszy zetknąłem się z muzyką death metalowców z Pyrrhon, to jest w okolicach opakowanego w uderzającą grafikę What Passes For Survival. Misterny, wysublimowany kolorystycznie i niepokojący, a jednocześnie wyrywający się gatunkowym standardom obrazek sprawił, że po prostu musiałem sprawdzić, jaka muzyka kryje się na krążku nim ozdobionym. Minęły trzy lata, a ja znalazłem się w tej samej sytuacji, patrząc na utrzymaną w charakterystycznym stylu Caroline Harrison obwolutę najnowszego dzieła Amerykanów, czyli Abscess Time. Przyszedłem za okładką, zostałem dla zawartości…

Czytaj dalej

W Kolejce Do Grania… Vol. 4

Po bardzo mocnym wydawniczym początku roku, na horyzoncie zaczyna majaczyć letni sezon ogórkowy – tym bardziej bolesny, że w obecnej sytuacji możemy zapomnieć o wszelkich festiwalach i imprezach. Niemniej, dużo fajnych premier wielkimi krokami zmierza w naszą stronę, a ja ponownie przedstawiam kilka piosenek z krążków, na które osobiście ostrzę sobie zęby.

Czytaj dalej

Recenzja: Ulcerate „Stare Into Death And Be Still”

Ulcerate w ciągu ostatnich lat przeprowadzili szturm na hierarchię wartości fanów ekstremalnego metalu. Ich podróż od statusu ciekawostki z antypodów, do roli jednego z najbardziej prominentnych składów na scenie, ku któremu zgodnie zwracają się uszy publiki w oczekiwaniu na przełomowe dźwięki, była i nadal jest czymś zgoła spektakularnym. Nowozelandczycy na przestrzeni dekady nie wypuścili ani jednej słabej nuty, wytrwale szlifując dekadencką, brutalną materię swego technicznego death metalu, a każde kolejne wydawnictwo stawiało następny krok w kierunku wyzwolenia z formalnych więzów i ku artystycznej dojrzałości….

Czytaj dalej

Recenzja: Stoned God „Incorporeal”

Przyznam się bez bicia – w przypadku Stoned God poleciałem na okładkę. Kiedy mignęła mi w sieci na jakimś banerze, moją uwagę przykuła arktyczna kolorystyka i efektowna, podobna do Shivy postać, rozpadająca się w gęsty dym, o twarzy zasłoniętej kosmiczną maską. Zważywszy na nazwę zespołu spodziewałem się jednak szeregowego stonera, a więc muzyki, przy której rzadko zostaję na dłużej. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu okazało się, że Niemcy nie parają się zjaranym rockiem o pustyni, a technicznym deathem, z tłustymi groovami á la Dyscarnate, i wyczuwalną domieszką gniotącego sludge’owego klimatu.