Tag: power metal

Czytaj dalej

Recenzja: Helloween „Helloween”

20 lat temu Helloween był dla mnie bardzo ważnym zespołem. Nie tak topowym wprawdzie, jak ich rodacy z Blind Guardian, ale Keeper Of The Seven Keys Vol. 1, Time Of The Oath, Better Than Raw, Rabbit Don’t Come Easy, a na pierwszym miejscu The Dark Ride… Tak, te płyty kręciły się u mnie na potęgę. Z wiekiem jadłospis mi się zmienił, a i same Dynie przestały wydawać interesujący materiał. Autentyczna iskra gdzieś się ulotniła i mimo, że żaden z ich nowszych albumów nie poniósł jakiejś spektakularnej artystycznej klęski, niczemu co wydali po roku 2003, z ewentualnym wyjątkiem Gambling With The Devil, nie udało się podbić mojego serca, ani nawet przykuć na dłużej uwagi. Nowy album to jednak zupełnie nowe okoliczności. Czy na stare lata Dyniogłowi mają jeszcze szansę zabłysnąć?

Czytaj dalej

Megaton Sword „Blood Hails Steel – Steel hails Fire”

Megaton Sword to świeżutka, bo oficjalnie powołana do życia zaledwie parę lat temu kapela ze Szwajcarii, parająca się całkiem ostatnio modną, najbardziej bodaj eskapistyczną odmianą ciężkiego grania, czyli rasowym, bitewnym heavy metalem – takim z naprężonymi muskułami, lokami do pasa i wielkimi, lśniącymi mieczami dzierżonymi na promocyjnych zdjęciach. Z dwóch archetypów metalowych wojowników, jakie przychodzą mi do głowy, to jest rycerza w lśniącej elfiej zbroi, dosiadającego rumaka z tęczową grzywą (Rhapsody) oraz pokrzykującego, dzikiego siepacza, w skórach à la Conan Barbarzyńca (Manowar), nasi bohaterowie wstrzeliwują się w ten ostatni. Ich metal, choć melodyjny i podniosły, jest szorstki, twardy i mógłby służyć raczej jako ścieżka dźwiękowa do rzezania bliźnich w trakcie najazdu na ich płonącą stolicę (patrz okładka), niż jako oprawa dla heroicznej epopei, wystawianej na królewskim dworze, przed mdlejącymi niewiastami.

Czytaj dalej

Recenzja: Judicator „Let There Be Nothing”

Na rozgrzewkę, po przerwie, postanowiłem napisać o najnowszym wydawnictwie Amerykanów z Judicator, które od tygodni regularnie kręci się u mnie w odtwarzaczu. Dawno, dawno temu, kiedy światem rządziły humanoidalne dynie i ślepi strażnicy, power metal był moim żywiołem – łykałem wszystko, co wpadło mi w łapy. Dziś, choć sporadycznie sięgam po takie granie, a moje muzyczne preferencje oscylują wokół mniej przystępnych obszarów sztuki, każdego roku udaje mi się wygrzebać przynajmniej kilka perełek z szufladki z epickimi dziełami o bohaterskich czynach, które skutecznie rozpalają we mnie żar sentymentu…

Czytaj dalej

Recenzja: Divine Weep „The Omega Man”

Nostalgia za dobrym, zakutym w lśniącą zbroję heavy i power metalem żyje we mnie głęboko, i choć na co dzień raczej nie daje o sobie znać, to od czasu do czasu, jakiś niespodziewany bodziec sprawia, że wyruszam w podróż do krainy rycerskiej muzy, z nadzieją na odnalezienie nieodkrytej dotychczas komnaty skarbów. Tak oto, głodny przygód i pełen optymizmu, sięgnąłem po świeżutki krążek białostoczan z Divine Weep, który parę dni temu ujrzał światło dzienne, nakładem Ossuary Records – nowej wytwórni, parającej się, z założenia, właśnie takim, klasycznym graniem.

Czytaj dalej

Recenzja: Dynazty „The Dark Delight”

Czy ktoś na sali ma ochotę na kawał dobrze zrobionego, radosnego power metalu? Tylko ostrzegam: lukier będzie lał się wiadrami… Parę tygodni temu trafiłem na szwedzką kapelę Dynazty. Mimo, że grają już od ponad dekady, nie miałem z nią nigdy wcześniej do czynienia i to, że postanowiłem sprawdzić ich najnowsze dzieło, The Dark Delight, to czysty przypadek. Wystarczyło jednak dosłownie trzydzieści sekund otwierającego album Presence Of Mind, z jego niemożliwie bujającym rytmem i refrenem rozmiarów Koloseum, aby stało się jasne, że ci panowie wiedzą dokładnie jak robić taką muzykę…

Czytaj dalej

Recenzja: Demons & Wizards „III”

Choć na Jonie Schafferze niemalże postawiłem już przysłowiowy krzyżyk, Hansi Kürsch to wciąż klasa, zaś debiut wspólnego projektu tych dwóch panów był dawno temu jednym z moich absolutnie ukochanych power metalowych krążków. W związku z tym, jakkolwiek przeczuwając płacz i zgrzytanie zębów, nie potrafiłem tak zupełnie odmówić sobie przygody z ich najnowszym materiałem. Czy warto było, w imię nostalgii i kredytu zaufania poświęcić tę parę godzin duetowi zasłużonych, choć nieco już przykurzonych herosów?

Czytaj dalej

Recenzja: Aether „In Embers”

Na wciąż zyskującym popularność poletku epickiego, inspirowanego power metalem melodeathu, obok dużych nazw typu Wintersun, Kalmah i Equilibrium, zaczęło ostatnimi czasy przebłyskiwać logo młodego składu Aether. Łódzki kwintet zadebiutował pół roku temu krążkiem In Embers, przy którego nagrywaniu skumał się z fińskim bębniarzem Rolfem Pilve (na co dzień między innymi w Solution .45 i Stratovarius) i garścią innych gości, w tym z Vincentem Jacksonem Jonesem, gardłowym Aether Realm.