Tag: melodic death metal

Czytaj dalej

Recenzja: Heaven Shall Burn „Of Truth And Sacrifice”

Heaven Shall Burn od lat raczą fanów swoim przebojowym, acz wściekle brutalnym metalcore’owo-gothenburskim blendem i przy okazji świeżego wydawnictwa nie mają najmniejszego zamiaru tego podejścia zmieniać. Ich dyskografię znam wyrywkowo – ostatni album, z którym miałem szerszy kontakt to pierwsza część Iconoclasta, wydana już, niech no spojrzę w kalendarz… 12 lat temu. Jak się jednak okazało po odpaleniu Of Truth And Sacrifice, niewiele przez ten czas straciłem, bo oprócz lokalizacji dźwięków nieco bliżej melodeathu, charakter zawartej tu muzyki nie odbiega specjalnie od tego, co zespół prezentował w przeszłości. I dobrze – po co naprawiać coś, co działa?

Czytaj dalej

Ikony: „Back To Times Of Splendor”

Kiedy słucham tego krążka zawsze zadziwia mnie jak bardzo został on przeoczony. Nie mogę powiedzieć niedoceniony, bo ci co na niego trafili, zazwyczaj rozpływają się w zachwytach, ale, cholera, muzyka, którą trio z Lipska, w składzie Andy Schmidt (aka Vurtox) / Jens Maluschka / Rajk Barthel, poczęstowało świat w 2004 roku jest tak zajebiście uniwersalnie dobra, że każdy szanujący się fan metalu powinien zrobić sobie tę przysługę i zasilić nią swoją płytotekę.

Czytaj dalej

Recenzja: Aether „In Embers”

Na wciąż zyskującym popularność poletku epickiego, inspirowanego power metalem melodeathu, obok dużych nazw typu Wintersun, Kalmah i Equilibrium, zaczęło ostatnimi czasy przebłyskiwać logo młodego składu Aether. Łódzki kwintet zadebiutował pół roku temu krążkiem In Embers, przy którego nagrywaniu skumał się z fińskim bębniarzem Rolfem Pilve (na co dzień między innymi w Solution .45 i Stratovarius) i garścią innych gości, w tym z Vincentem Jacksonem Jonesem, gardłowym Aether Realm.

Czytaj dalej

20 Najlepszych Płyt 2019 cz. 1 (20-11)

Rok 2019 za nami, a Irkalla jak zwykle działa od okazji do okazji. Tym niemniej, nie mogłem sobie odmówić napisania paru zdań o moich ulubionych krążkach minionych dwunastu miesięcy, zwłaszcza, że obrodziły one w doskonałe wydawnictwa niebywale wręcz obficie. Tak więc, bez zbędnego przedłużania, przedstawiam poniżej drugą dziesiątkę płyt stanowiących absolutną crème de la crème tegorocznej metalowej (z małymi rockowymi skokami w bok) uczty.