Tag: hard rock

Czytaj dalej

Recenzja: Villagers Of Ioannina City „Age Of Aquarius”

Prawdę mówiąc, jeszcze parę miesięcy temu, nazwa Villagers Of Ioannina City była mi kompletnie obca. To, że sięgnąłem po ich muzykę spowodowały dwa główne bodźce – po pierwsze, zespół miał zaplanowany na ten rok koncert w Poznaniu, na który planowałem się wybrać, a po drugie, gorąco polecił mi ją jeden z czytelników bloga. Z jakiegoś powodu jednak, po pierwszym kontakcie, (zupełnie zresztą niesłusznie) wrzuciłem ich najnowszy materiał do wypchanego już worka z retro rockiem i, pokręciwszy nosem, zostawiłem „na kiedyś”. Od tamtego czasu, w różnych miejscach, trafiałem na budzące ciekawość wzmianki o Wieśniakach, co spowodowało, że ostatecznie postanowiłem nadrobić zaległość, przeprosić się z nimi i porządnie zapoznać się z ich najnowszym dziełem. Fakt, że właśnie czytacie jego recenzję, sam w sobie świadczy, iż koniec końców, nie pozostawiło mnie ono obojętnym.

Czytaj dalej

Recenzja: Diuna „Golem”

Jakoś tak się stało, że zawieruszyłem ostatni album Diuny w tłumie świetnych ubiegłorocznych premier i dopiero teraz udało mi się na dobre do niego wrócić. Mimo jednak, iż Golem nie dostał ode mnie parę miesięcy temu tyle uwagi i miłości, na ile zasłużył, nieustannie pikał na obrzeżu mojego radaru, a teraz, w końcu, doczekał się swojej kolejki do katowania. O odpuszczeniu nie mogło być mowy, jego autorzy są bowiem obecnie jednymi z najciekawszych twórców na polskim okołostonerowym poletku, nawet jeśli wciąż pozostają w totalnym podziemiu.

Czytaj dalej

Recenzja: Dynazty „The Dark Delight”

Czy ktoś na sali ma ochotę na kawał dobrze zrobionego, radosnego power metalu? Tylko ostrzegam: lukier będzie lał się wiadrami… Parę tygodni temu trafiłem na szwedzką kapelę Dynazty. Mimo, że grają już od ponad dekady, nie miałem z nią nigdy wcześniej do czynienia i to, że postanowiłem sprawdzić ich najnowsze dzieło, The Dark Delight, to czysty przypadek. Wystarczyło jednak dosłownie trzydzieści sekund otwierającego album Presence Of Mind, z jego niemożliwie bujającym rytmem i refrenem rozmiarów Koloseum, aby stało się jasne, że ci panowie wiedzą dokładnie jak robić taką muzykę…

Czytaj dalej

Szybki Strzał: Aktor „Placebo”

Aktor to dość enigmatyczny fińsko-amerykański twór, powołany parę lat temu do życia przez artystów ze sporym, nawet jeśli w wypadku 2/3 składu zajebiście niszowym dorobkiem. Muzykę zawartą na ich drugim krążku, Placebo, trudno jednoznacznie sklasyfikować. Do głowy przychodzi mi masa skojarzeń: chwilami z robotycznym Voivodowym ekscentryzmem, ubranym w rozgorączkowaną rytmikę á la King Gizzard & The Lizard Wizard, innym razem z psychodelicznym, utopionym w syntezatorach space rockiem z okolic Hawkwind czy nawet Tame Impala…

Czytaj dalej

20 Najlepszych Płyt 2019 cz. 1 (20-11)

Rok 2019 za nami, a Irkalla jak zwykle działa od okazji do okazji. Tym niemniej, nie mogłem sobie odmówić napisania paru zdań o moich ulubionych krążkach minionych dwunastu miesięcy, zwłaszcza, że obrodziły one w doskonałe wydawnictwa niebywale wręcz obficie. Tak więc, bez zbędnego przedłużania, przedstawiam poniżej drugą dziesiątkę płyt stanowiących absolutną crème de la crème tegorocznej metalowej (z małymi rockowymi skokami w bok) uczty.

Czytaj dalej

Recenzja: Slipknot „We Are Not Your Kind”

Gdy weźmiemy pod uwagę jego rodowód, We Are Not Your Kind, szósty album Slipknot, nie zaskakuje. Od pierwszej sekundy słychać z kim mamy do czynienia. Po krótkim wstępie muzycy rzucają słuchaczy w wir markowego, komercyjnego, industrialnego metalcore’a, napędzanego tą samą kolektywnie generowaną rytmiką, która stanowiła ich paliwo przed dwiema dekadami, skąpanego w skreczach, elektronicznych zgrzytach, jękach i plamach, okraszonego wściekłymi wrzaskami, skandowaniem oraz oczywiście przebojowymi, stadionowymi refrenami w wykonaniu Coreya Taylora.

Czytaj dalej

Grave Pleasures „Motherblood”

Tańcząc do Be My Hiroshima czy Laughter in the Abyss czułbym się trochę jakbym bawił się przy dźwiękach orkiestry grającej na pogrzebie cywilizacji, w świetle radioaktywnych chmur. Nie da się ukryć, że taki pogrzeb byłby niezłą imprezą. Pomimo bowiem aury potrafiącej wywołać ciarki na plecach, właściwie wszystkie utwory składające się na Motherblood to ociekające charyzmą, zajebiste rockowe petardy.