Tag: gothic metal

Czytaj dalej

Recenzja: Moonspell „Hermitage”

Pośród kultowych zespołów, które kształtowały krajobraz europejskiego metalu w latach 90. Moonspell jest jednym z tych większych i bardziej niezawodnych. Jasne, zaliczyli lepsze i gorsze momenty, ale trudno mówić w ich przypadku o jakimś dłuższym okresie posuchy, jaka zdarzyła się kilku innym składom. W związku z ich stabilną formą, której doskonałymi dowodami są choćby Extinct (jedna z moich ulubionych pozycji w ich katalogu w ogóle) oraz nieco trudniej przyswajalny, acz ambitny 1755, nigdy nie przestałem śledzić ich poczynań…

Czytaj dalej

W kolejce do grania… Vol. 7

Za oknem pierwszy śnieg, harmonogramy wydawnicze na 2020 nieuchronnie się zamykają, wielkimi krokami zbliża się ekscytujący czas podsumowań, a na łączach już znaleźć można zapowiedzi albumów zaplanowanych na styczeń i luty. Pora więc powoli zamykać playlisty z hitami z mijających 12 miesięcy i utworzyć nowe, na których otwarcie, jak znalazł, nadadzą się poniższe piosenki.

Czytaj dalej

Recenzja: Paradise Lost „Obsidian”

W tym roku do pełnego przeglądu starej gwardii smętnego łojenia brakowałoby już tylko premierowego krążka Anathemy. My Dying Bride wypuścili w marcu świetny The Ghost Of Orion; jeszcze ciepła płyta Katatonii wypadła nieco gorzej, ale przecież też nie przynosi im wstydu, od kilku dni zaś, nieprzerwanie katuję uszy najnowszym dziełem moich ulubieńców z tej ponurej gromadki, czyli, oczywiście, Paradise Lost. Panowie zaliczyli w ciągu ostatnich dwóch dekad tak stabilny ciąg dobrych wydawnictw, że z obrzeży moich zainteresowań trafili do ścisłej czołówki artystów, na których nowe nuty rzucam się jak dzieciak na gwiazdkowe prezenty.

Czytaj dalej

Recenzja: My Dying Bride „The Ghost Of Orion”

Mój związek z muzyką My Dying Bride jest dość specyficzny. Z jednej strony są według mnie jednym z najbardziej charakterystycznych i generalnie najlepszych zespołów doom deathowych na scenie, z drugiej jednak sporej części ich meandrujących, powolnych kompozycji, za cholerę nie potrafię dać się porwać.  W związku z tym stanem rzeczy nie jest tak, że kolejnych dzieł z obozu tych angielskich ponuraków wyglądam z wytęsknieniem, ale kiedy już się pojawiają, zawsze jest to dla mnie wydarzenie, a przy jego okazji z niejakim zaciekawieniem i nadzieją (wynagrodzoną ostatnimi czasy świetnym krążkiem Feel The Misery) sprawdzam, co tam w Halifax piszczy…

Czytaj dalej

Recenzja: Fliege „The Invisible Seam”

Trudno powiedzieć, jakiej muzyki można się spodziewać po zespole o nazwie Fliege (niem. „Mucha”). W każdym razie metal niekoniecznie jest tym, co pierwsze przychodzi do głowy. Niemniej jednak, czego łatwo się domyślić biorąc pod uwagę to na jakim blogu jesteśmy, twórczość Amerykanów występujących pod tym szyldem właśnie metalem jest, a dokładniej, niecodziennie brzmiącą mieszanką blacku i elektroniki.