Tag: 2021

Czytaj dalej

Recenzja: Iotunn „Access All Worlds”

Testowanie granic metalu jest zawsze w cenie, bo trzyma go przy życiu i nie pozwala mu dać się zakopać pod zwałami kurzu. Dobrze jednak, że obok eksperymentatorów, wciąż pojawiają się nowi twórcy, poszukujący oryginalnych rozwiązań w znajomych, sprawdzonych ramach, kultywujący gatunkową tradycję. Tacy właśnie jak Iotunn. Duńczycy na swojej debiutanckiej pełnej płycie wrzucili na ruszt nośny progresywny death, nasuwający skojarzenia z Edge Of Sanity około Purgatory Afterglow, szczyptę muskularnego melodeathu a la stare Amon Amarth oraz szybujące, power metalowe wręcz wycieczki wokalne i upichcili z tych składników dzieło, które z jednej strony brzmi jakby kręciło się w odtwarzaczach już od dwóch dekad, z drugiej zaś ma w sobie wystarczający zasób świeżych rozwiązań, by ładnie wpisać się w aktualne, poszukujące oblicze sceny.

Czytaj dalej

Recenzja: Moonspell „Hermitage”

Pośród kultowych zespołów, które kształtowały krajobraz europejskiego metalu w latach 90. Moonspell jest jednym z tych większych i bardziej niezawodnych. Jasne, zaliczyli lepsze i gorsze momenty, ale trudno mówić w ich przypadku o jakimś dłuższym okresie posuchy, jaka zdarzyła się kilku innym składom. W związku z ich stabilną formą, której doskonałymi dowodami są choćby Extinct (jedna z moich ulubionych pozycji w ich katalogu w ogóle) oraz nieco trudniej przyswajalny, acz ambitny 1755, nigdy nie przestałem śledzić ich poczynań…

Czytaj dalej

Recenzja: Yoth Iria „As The Flame Withers”

Grecka scena ekstremalna od dawna bliska jest mojemu sercu. To śródziemnomorskie, bachiczne podejście do chwalenia diabła, podlane winem, spowite w dym z kadzideł i światło świec, działa na mnie magnetycznie. Choć nie łykam bezkrytycznie wszystkiego, co napływa z okolic Peloponezu, mam masę szacunku i sympatii dla tamtejszych ekip, z Rotting Christ, Septicflesh i Nightfall na czele, nawet jeśli ci pierwsi ostatnimi czasy w kółko nagrywają ten sam album. Świeży helleński black budzi moje zainteresowanie często skuteczniej niż jakikolwiek inny, toteż gdy trafiłem na informację o Yoth Iria, kapeli założonej przez dwóch jego prawdziwych weteranów – George’a „Magusa” Zacharopoulosa i Dimitrisa Patsourisa – i uzupełnionej gościnnymi wykonawcami, również całkiem niezłym portfolio, momentalnie i niemalże w ciemno, sprawiłem sobie kopię ich tegorocznego wydawnictwa.

Czytaj dalej

Recenzja: Soen „Imperial”

Soen ewidentnie jest w twórczym ciągu. Od premiery Cognitive w 2012 roku Szwedzi, pod wodzą znanego niegdyś z Opeth Martina Lopeza, wydają kolejne albumy z niemal niezachwianą regularnością, kontynuując swoją artystyczną podróż od złożonych progowych struktur, ku bardziej piosenkowej sztuce. 2 lata po premierze Lotusa, dostajemy świeży materiał, który stawia wprawdzie kilka dalszych kroków na ścieżce ich stylistycznej ewolucji, zasadniczo jednak bardzo bezpiecznie trzyma się znajomych, wypracowanych ram…

Czytaj dalej

Recenzja: Asphyx „Necroceros”

Weterani europejskiego death metalu, po pięciu latach przerwy, powracają na deski z nową płytą. Z jedynym (prawie) oryginalnym członkiem w składzie, w osobie Martina Van Drunena, Asphyx rzuca słuchaczom na pożarcie kolejną porcję łojenia, utrzymaną w niemal tej samej estetyce, jaką, z krążka na krążek, serwują od czasu Death… The Brutal Way, kiedy to rzeczony kultowy frontman powrócił w ich szeregi. Tradycyjnie więc, mamy do czynienia z istnym muzycznym czołgiem, który rozjeżdża na miazgę wszystko, co stanie na jego drodze, żłobiąc zaciągniętymi z dooma riffami krwawe koleiny. Dla różnorodności, chłopaki raz po raz rozkręcają bezlitosną sieczkę na bagnety – przyspieszają, serwując zainteresowanym rasowe, niemal death-thrashowe młyńce…

Czytaj dalej

Recenzja: Dread Sovereign „Alchemical Warfare”

Płytowy rok 2021 uważam za otwarty. Całkiem wcześnie, bo już 15 stycznia, ukazała się pierwsza z wypatrywanych przeze mnie premier, to jest, oczywiście, właśnie Alchemical Warfare. Mimo tego, że pierwsze albumy Dread Sovereign nie zwaliły mnie w swoim czasie z nóg (zwłaszcza For Doom The Bell Tolls był rozczarowująco marny), na nadejście kuriera z przedpremierowo zamówionym ich najświeższym plackiem czekałem z niecierpliwością. Po pierwsze bowiem, bądź co bądź jest to wydawnictwo Alana Averilla, a na te poluję od czasu, kiedy usłyszałem The Gathering Wilderness i To The Nameless Dead, a po drugie, cokolwiek by nie mówić o całościowej jakości poprzednich albumów składu, każdy z nich miał na swoja obronę co najmniej kilka mocnych momentów, że wspomnę choćby o świetnych Thirteen Clergy i The World Is Doomed…