Kategoria: 4,5 Gwiazdki

Czytaj dalej

Recenzja: Yoth Iria „As The Flame Withers”

Grecka scena ekstremalna od dawna bliska jest mojemu sercu. To śródziemnomorskie, bachiczne podejście do chwalenia diabła, podlane winem, spowite w dym z kadzideł i światło świec, działa na mnie magnetycznie. Choć nie łykam bezkrytycznie wszystkiego, co napływa z okolic Peloponezu, mam masę szacunku i sympatii dla tamtejszych ekip, z Rotting Christ, Septicflesh i Nightfall na czele, nawet jeśli ci pierwsi ostatnimi czasy w kółko nagrywają ten sam album. Świeży helleński black budzi moje zainteresowanie często skuteczniej niż jakikolwiek inny, toteż gdy trafiłem na informację o Yoth Iria, kapeli założonej przez dwóch jego prawdziwych weteranów – George’a „Magusa” Zacharopoulosa i Dimitrisa Patsourisa – i uzupełnionej gościnnymi wykonawcami, również całkiem niezłym portfolio, momentalnie i niemalże w ciemno, sprawiłem sobie kopię ich tegorocznego wydawnictwa.

Czytaj dalej

Megaton Sword „Blood Hails Steel – Steel hails Fire”

Megaton Sword to świeżutka, bo oficjalnie powołana do życia zaledwie parę lat temu kapela ze Szwajcarii, parająca się całkiem ostatnio modną, najbardziej bodaj eskapistyczną odmianą ciężkiego grania, czyli rasowym, bitewnym heavy metalem – takim z naprężonymi muskułami, lokami do pasa i wielkimi, lśniącymi mieczami dzierżonymi na promocyjnych zdjęciach. Z dwóch archetypów metalowych wojowników, jakie przychodzą mi do głowy, to jest rycerza w lśniącej elfiej zbroi, dosiadającego rumaka z tęczową grzywą (Rhapsody) oraz pokrzykującego, dzikiego siepacza, w skórach à la Conan Barbarzyńca (Manowar), nasi bohaterowie wstrzeliwują się w ten ostatni. Ich metal, choć melodyjny i podniosły, jest szorstki, twardy i mógłby służyć raczej jako ścieżka dźwiękowa do rzezania bliźnich w trakcie najazdu na ich płonącą stolicę (patrz okładka), niż jako oprawa dla heroicznej epopei, wystawianej na królewskim dworze, przed mdlejącymi niewiastami.

Czytaj dalej

Recenzja: Dread Sovereign „Alchemical Warfare”

Płytowy rok 2021 uważam za otwarty. Całkiem wcześnie, bo już 15 stycznia, ukazała się pierwsza z wypatrywanych przeze mnie premier, to jest, oczywiście, właśnie Alchemical Warfare. Mimo tego, że pierwsze albumy Dread Sovereign nie zwaliły mnie w swoim czasie z nóg (zwłaszcza For Doom The Bell Tolls był rozczarowująco marny), na nadejście kuriera z przedpremierowo zamówionym ich najświeższym plackiem czekałem z niecierpliwością. Po pierwsze bowiem, bądź co bądź jest to wydawnictwo Alana Averilla, a na te poluję od czasu, kiedy usłyszałem The Gathering Wilderness i To The Nameless Dead, a po drugie, cokolwiek by nie mówić o całościowej jakości poprzednich albumów składu, każdy z nich miał na swoja obronę co najmniej kilka mocnych momentów, że wspomnę choćby o świetnych Thirteen Clergy i The World Is Doomed…

Czytaj dalej

Recenzja: Pyrrhon „Abscess Time”

Być może, w myśl powiedzonka, nie należy oceniać książek po okładkach. Nie da się jednak ukryć, że bywają one niezłym motywatorem do tego, by po niektóre książki, tudzież płyty, sięgnąć. Tak własnie było w moim przypadku, gdy po raz pierwszy zetknąłem się z muzyką death metalowców z Pyrrhon, to jest w okolicach opakowanego w uderzającą grafikę What Passes For Survival. Misterny, wysublimowany kolorystycznie i niepokojący, a jednocześnie wyrywający się gatunkowym standardom obrazek sprawił, że po prostu musiałem sprawdzić, jaka muzyka kryje się na krążku nim ozdobionym. Minęły trzy lata, a ja znalazłem się w tej samej sytuacji, patrząc na utrzymaną w charakterystycznym stylu Caroline Harrison obwolutę najnowszego dzieła Amerykanów, czyli Abscess Time. Przyszedłem za okładką, zostałem dla zawartości…

Czytaj dalej

Recenzja: Paradise Lost „Obsidian”

W tym roku do pełnego przeglądu starej gwardii smętnego łojenia brakowałoby już tylko premierowego krążka Anathemy. My Dying Bride wypuścili w marcu świetny The Ghost Of Orion; jeszcze ciepła płyta Katatonii wypadła nieco gorzej, ale przecież też nie przynosi im wstydu, od kilku dni zaś, nieprzerwanie katuję uszy najnowszym dziełem moich ulubieńców z tej ponurej gromadki, czyli, oczywiście, Paradise Lost. Panowie zaliczyli w ciągu ostatnich dwóch dekad tak stabilny ciąg dobrych wydawnictw, że z obrzeży moich zainteresowań trafili do ścisłej czołówki artystów, na których nowe nuty rzucam się jak dzieciak na gwiazdkowe prezenty.

Czytaj dalej

Recenzja: Psychotic Waltz „The God-Shaped Void”

Psychotic Waltz to nietypowa kapela w szeregu prog-metalowych gwiazd wczesnych lat 90. Ich powrót do tworzenia, w oryginalnym składzie, po ponad 20 latach ciszy stanowił wydarzenie sporego kalibru, choć jestem pewien, że za sprawą ich relatywnie małej popularności, niewiele osób obgryzało paznokcie w oczekiwaniu. Tak czy inaczej, spokojnie można było spodziewać się po The God-shaped Void przynajmniej materiału wysokiej jakości.