Kategoria: 3,5 Gwiazdki

Czytaj dalej

Recenzja: Tyrant „Hereafter”

Metalowym archeologom, zwłaszcza tym wyspecjalizowanym we wczesnym amerykańskim heavy metalu, logo Tyrant z pewnością nie powinno być obce. Wszak początki kariery tego konkretnego despoty sięgają końcówki lat siedemdziesiątych, a jego pierwsze, całkiem niezłe, choć mało znane wydawnictwa, ujrzały światło dzienne w drugiej połowie kolejnej dekady. Za sprawą zdecydowanie speedowych i thrashowych inklinacji, potężnych riffów, szorstkiego, surowego wokalu i ogólnej, gęstej produkcji, była to wówczas całkiem ciężka muzyka, tym bardziej w świetle gatunkowych standardów. Dziś, ponad trzydzieści lat później, w którym to czasie ukazała się tylko jedna płyta zespołu, dostajemy do rąk ich premierowe wydawnictwo…

Czytaj dalej

Recenzja: Divine Weep „The Omega Man”

Nostalgia za dobrym, zakutym w lśniącą zbroję heavy i power metalem żyje we mnie głęboko, i choć na co dzień raczej nie daje o sobie znać, to od czasu do czasu, jakiś niespodziewany bodziec sprawia, że wyruszam w podróż do krainy rycerskiej muzy, z nadzieją na odnalezienie nieodkrytej dotychczas komnaty skarbów. Tak oto, głodny przygód i pełen optymizmu, sięgnąłem po świeżutki krążek białostoczan z Divine Weep, który parę dni temu ujrzał światło dzienne, nakładem Ossuary Records – nowej wytwórni, parającej się, z założenia, właśnie takim, klasycznym graniem.

Czytaj dalej

Recenzja: Hexvessel „Kindred”

Będąc fanem głosu, charyzmy i szeroko pojętej wizji artystycznej Mata McNerneya, staram się śledzić dokonania zespołów, w których akurat macza swe zawsze zapracowane palce. Obecnie są to: folkowy Hexvessel, rockowy Grave Pleasures, i hołdujący jego nieśmiertelnej miłości do wszystkiego co ekstremalne i piekielne, The Deathtrip. Jako, że formułę czystej wody muzyki ludowej odbieram jako dość ograniczoną i przewidywalną, pierwszy z wymienionych składów zawsze plasował się na pograniczu moich zainteresowań, najbardziej zaś trafiał do mnie w tych momentach, kiedy odważnie zbliżał się do granic rocka, dzięki czemu jego muzyka zdecydowanie zyskiwała na uniwersalności. Stąd od debiutu tej leśnej drużyny wolę When We Are Death i No Holier Temple, a po tym jak praktycznie odpuściłem sobie zeszłoroczne All Tree (teraz już wiem, że niesłusznie, ale to temat na następny raz), z uwagą poświęciłem się ich premierowemu wydawnictwu…

Czytaj dalej

Recenzja: Heaven Shall Burn „Of Truth And Sacrifice”

Heaven Shall Burn od lat raczą fanów swoim przebojowym, acz wściekle brutalnym metalcore’owo-gothenburskim blendem i przy okazji świeżego wydawnictwa nie mają najmniejszego zamiaru tego podejścia zmieniać. Ich dyskografię znam wyrywkowo – ostatni album, z którym miałem szerszy kontakt to pierwsza część Iconoclasta, wydana już, niech no spojrzę w kalendarz… 12 lat temu. Jak się jednak okazało po odpaleniu Of Truth And Sacrifice, niewiele przez ten czas straciłem, bo oprócz lokalizacji dźwięków nieco bliżej melodeathu, charakter zawartej tu muzyki nie odbiega specjalnie od tego, co zespół prezentował w przeszłości. I dobrze – po co naprawiać coś, co działa?

Czytaj dalej

Recenzja: Dark Fortress „Spectres From The Old World”

Po niemieckich blackowcach spodziewam się muzyki nieco mniej obleśnej, szarpiącej flaki i dosadnej, niż po dajmy na to, Taake, za to dopieszczonej, nastrojowej i soczyście, ciężko brzmiącej; słowem – takiej właśnie, jaką serwuje nam od ładnych paru lat Dark Fortress. Ich poprzednie wydawnictwo, Venereal Dawn, tak sprawnie balansowało na krawędzi między brutalnością, a klimatem i zawierało tak dobre piosenki, że w 2014 roku wylądowało na liście moich ulubionych albumów, a ja zacząłem ostrzyć sobie zęby na jego następców.

Czytaj dalej

Recenzja: Strigoi „Abandon All Hope”

Chłopaki z Paradise Lost generalnie wydają mi się dość posępną ekipą, ale jeśli chodzi o Grega Mackintosha, to jego nastawienie do świata i egzystencji robi szczególnie doliniarskie wrażenie. Tyle przynajmniej mówi, a raczej wrzeszczy, o nim jego muzyka, nawet jeśli przy osobistym kontakcie ten nihilistyczny brytyjski ponurak mógłby okazać się przesympatycznym, promiennym człowiekiem.