Recenzja: Wheel „Preserved In Time”

Gatunek: doom metal
Rok: 2021

Epicki doom nie jest być może najgorętszym podgatunkiem metalu, ale zdecydowanie należy do ścisłej czołówki tych uniwersalnie szanowanych, niezależnie od czasów i mód. Grono świeżych zespołów robiących w jego obrębie naprawdę dobrą robotę rokrocznie się rozrasta, dumnie dzierżąc znicz zapalony ponad trzy dekady temu przez Candlemass, Solitude Aeturnus, Count Raven i im współczesnych. W tym roku do gwiazdozbioru młodych smutnych i ciężkich, do którego zaliczyłbym między innymi Pallbearer, Khemmis, King Goat, Crypt Sermon czy Below, dołączają Niemcy z Wheel, a to za sprawą fantastycznego, trzeciego już albumu: Preserved In Time. W odróżnieniu od części ekip wymienionych powyżej, panowie nie szukają własnej tożsamości w międzygatunkowych mariażach, ani też nie starają się wytyczać nowych ścieżek, poświęcają się natomiast budowaniu ze znajomych klocków jak najlepszych kompozycji i na tym polu odnoszą stuprocentowy sukces. Preserved In Time to zestaw siedmiu trafiających w dychę piosenek, hołdujących gatunkowej tradycji żałobnego nastroju, mosiężnych riffów i potężnych wokaliz. 

źródło: bandcamp.com

At Night They Came Upon Us otwiera krążek pięknym wjazdem wiosła i świetnymi, wybitnie Aeturnusowskimi partiami śpiewu (wliczając nawet chrapliwe szepty w tle), które kupuję za każde pieniądze. Nawiasem mówiąc, pod względem charakterystycznego stylu i barwy głosu, Alexander Kurek mocno przypomina Roba Lowe’a. Stanowi to dla mnie dodatkową atrakcję muzyki Wheel, bo jestem fanem tego drugiego, odkąd kilkanaście lat temu usłyszałem Adagio, a na nową sztukę z obozu Solitude Aeturnus raczej już nie liczę.

Drugi na liście, When The Shadows Take You Over skrada się bojaźliwie ku posępnym, acz wpadającym w ucho refrenom i ciężkiej, doskonale zaśpiewanej środkowej sekcji. Dla odmiany After All stawia na nieco prostsze rozwiązania – powtarzane wersy zwrotek i tradycyjnie piosenkowa struktura czynią go najbardziej bezpośrednio przebojowym numerem na płycie. She Left In Silence pozostaje w podobnej, stosunkowo prostolinijnej formule, oferując jednocześnie jeden z najlepszych refrenów na krążku, dzięki przejmującemu tekstowi, tym bardziej chwytający za gardło. Kawałek ten traktuje (pozostając w obrębie doomowej symboliki) o więzieniu przemocowych związków i jako taki otwiera trio kompozycji, które po metafizyczno-filozoficznej pierwszej połowie albumu, biorą na tapetę bardziej przyziemne tematy. W tym duchu, Aeon Of Darkness i Hero Of The Weak buzują słusznym gniewem i miotając charyzmatyczne frazy w bitnym marszu, kierują oskarżycielki palec ku siewcom niezgody oraz religijnym zelotom. Oba przy tym bezlitośnie wbijają w łeb potężne, nośne motywy, ponownie ze szczególnym wskazaniem niesamowitych melodii wokalu. Na koniec, jakby przypominając, że choćbyśmy nie wiem jak się buntowali, ostatecznie wszystko to i tak marność nad marnościami, album powraca na refleksyjne wody, w powolnym, lamentującym Daedalusie, który miarowym krokiem odprowadza słuchaczy w ciszę.

Preserved In Time, śladem klasycznych dzieł ojców założycieli gatunku, idealnie balansuje pomiędzy melancholijnym pięknem przygaszonych, żałobnych pochodów, a gniewnym impetem intensywniejszych segmentów, dających ujście powściąganej kiedy indziej energii. Posiada świetny flow, dzięki czemu, słuchany od deski do deski ani przez chwilę nie nudzi, masa dobrych melodii i kozackich zagrywek skutecznie zakorzenia go w pamięci, a popisy wokalne Kurka szarpią w sercu wszystkie właściwe struny. Od jego premiery minęło już ładnych parę miesięcy, a on wciąż gości na mojej samochodowej playliście i mimo nieustannego napływu ciekawych nowości, regularnie do niego wracam. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że w mojej tegorocznej topce, w miejscu dla dobrego dooma, Niemcy mają zaklepaną pozycję.

Werdykt: 4,5/5