Recenzja: Königreichssaal „Witnessing The Dearth”

Gatunek: black metal / doom / avant-garde
Rok: 2020

W momencie, w którym krążek Witnessing The Dearth ruszył pocztą w moją stronę, nazwa Königreichssaal była mi kompletnie obca. Celowo nie szukałem w internecie informacji o tej ekipie, chciałem bowiem dać się zaskoczyć polskiemu podziemiu i podejść do ich materiału bez filtru zewnętrznych opinii. Jakież było moje zdziwienie, gdy z koperty, zamiast spodziewanej minimalistycznej promówki, wyjąłem wydany nakładem londyńskiego labelu Cult Of Parthenope, gustowny, gruby digipak z eleganckimi rycinami i liternictwem, rozkładający się efektownie w formę odwróconego krzyża. Ekipa ta, mimo, że debiutująca, wchodzi na scenę pewnym krokiem i od razu rzuca gawiedzi w twarz porządnie skrojony materiał, podążający za sprecyzowaną, momentalnie wyczuwalną wizją.

Muzyka Königreichssaal dobrze wpisuje się w krajobraz polskiego ekstremalnego podziemia. Jest to bowiem, zasadniczo, black metal, ale robiony po naszemu, stawiający w dużej mierze na smogową, brudną aurę, smoliste tempa i wszechobecną mizantropię, bez miejsca na ślady światła i piękna. Jednocześnie, panowie odpuszczają na polu gęstych, napędzanych blastami, black-deathowych instrumentacji, charakterystycznych dla rodzimych bandów z gatunku Above Aurora lub Mord ‚A’ Stigmata, czerpiąc inspirację z przestrzennej, eksperymentującej z postem, doomem i noise/ambientem sztuki zespołów takich jak Schammasch czy Emptiness. Wierzcie mi, obcując z siedmioma zawartymi na Witnessing The Dearth kompozycjami nie uświadczycie wiele beztroskiej rozrywki.

Źródło: http://www.cultofparthenope.com

Pierwszy pełnoprawny utwór, Der Kreuzweg, skrada się złowróżbnie na zaskakująco ażurowym, cieszącym ucho subtelnymi motywami perkusyjnym szkielecie, z wijącą się zdradliwie linią gitary i tylko chwilami pozwala sobie na zwiększenie natężenia hałasu czy wejście na wyższe obroty. Na przestrzeni jego 11 minut Königreichssaal rzuca na stół kilka fajnych patentów – zwłaszcza wspomniany wyżej, modulowany niczym syrena alarmowa riff w pierwszej połowie i powracający marszowy pochód w drugiej. Całość spina zaś wspomniana na początku, sugestywna atmosfera. Niestety, pomiędzy bardziej angażującymi segmentami kompozycji leżą całe hektary nieco zbyt wyeksploatowanych deklamacji w różnych językach, przy instrumentalnym akompaniamencie, który omywa mnie, nie pozostawiając szczególnego wrażenia, poza tym, że wpisuje się w ogólny klimat materiału. Biorąc pod uwagę to, iż numer ten występuje na liście otoczony dwoma innymi, stanowiącymi jedynie plamy ambientu, będąc w 1/3 czasu trwania płyty, zaczynam odczuwać pewien niedosyt treści.

Na szczęście Ladder To Ego zbiera mocne strony Der Kreuzweg i buduje z nich skoncentrowaną strukturę, która atakuje przelewającymi się falami blackowego riffowania i przyjemnie parszywym, Schammaschowym growlingiem, by po chwili przejść do marszu i przypomnieć słuchaczom o wijących się, atonalnych gitarowych zagrywkach, skutecznie wprowadzających poczucie niepokoju. Numer ten, podobnie jak poprzedni, progresywnie modyfikuje tempo i natężenie, nigdy jednak nie popada w plumkające meandrowanie, trzymając odpowiednią zawartość mięsa w mięsie. Przedostatni na liście, Stray Dogs, jest podobnie skuteczny, z tym, że dodatkowo może pochwalić się naprawdę imponującym momentem, a mianowicie świetnym wejściem potężnego posępnego riffu, który, wyeksponowany przez króciutką pauzę, kładzie wszystko na swej drodze. Jest to również najgęstszy instrumentalnie utwór w zestawie, wieńczący kompozycyjnie postępującą od pierwszych minut materiału intensyfikację dźwięku.

Na pożegnanie, Königreichssaal serwuje zaskakującą piosenkę, Bez Czasu. Bez Boga. Bez Was, która z powodzeniem mogłaby znaleźć się na Lawie In Twilight’s Embrace, a to za sprawą zdecydowanie bardziej rock ‚n’ rollowgo rytmu, niż cokolwiek, co nastąpiło wcześniej, a także charakterystycznej poetyki polskojęzycznego tekstu, wyśpiewanego ze znajomą wokalną ekspresją. Muszę powiedzieć, że jest to sympatyczna odskocznia na zakończenie tej ponurej wycieczki w mrok, aczkolwiek brakuje mi w niej tej panującej w pozostałych kompozycjach dojmującej, złej atmosfery. Tak mocno odstaje ona od muzycznej narracji albumu, że nie potrafię traktować jej inaczej, niż jako swego rodzaju bonusa.

Do konkretnej szarży na salony (o ile Königreichssaal w ogóle się tam wybiera) brakuje tu dosłownie kilku naprawdę wyróżniających się pomysłów, budujących unikatową tożsamość poszczególnych kawałków i na dobre wbijających je w głowę, obok już teraz świetnej atmosfery i ogólnie pojętej materii dźwięku. Plus, panowie powinni serio zastanowić się nad skróceniem, lub dopracowaniem dłużących się sekcji gadanych, bo o ile w Der Kreuzweg służą one jako swego rodzaju wprowadzenie w klimat, to niespełna pięciominutowe złorzeczenie w Force Majeure jest już lekką przesadą i zakłóca flow materiału. Dużo chętniej usłyszałbym zamiast tego kolejny pełnowartościowy utwór, w stylu Ladder To Ego lub Stray Dogs.

Pomijając te zastrzeżenia, Witnessing The Dearth to solidny kawał pokręconego black metalu i imponujący debiut. Instrumentalnie wszystko śmiga – gitary niepokoją, wijąc się w robaczywych dysonansach, a kiedy trzeba, potrafią siać zniszczenie potężnym riffem. Numery jadą na nieoczywistym, zwłaszcza jak na takie granie, rytmicznym kręgosłupie, stroniąc od jednostajnych kanonad podwójnej stopy, i ślizgając się z gracją po blachach, co nie przeszkadza im w odpowiednich momentach przywalić satysfakcjonująco gniotącym walcem. Również wokal, który w przypadku wielu znanych i lubianych składów, zwłaszcza z okolic Górnego Sląska i Małopolski, nie robi na mnie wrażenia i bywa najsłabszym ogniwem muzyki, tutaj posiada ciekawą fakturę oraz przekonującą, mroczną charyzmę.

Witnessing The Dearth, stanowi silną deklarację woli i mocne wejście na scenę, wysoce samoświadomego zespołu, o wyrazistej wizji, mającego wszelkie predyspozycje, by wziąć się za bary z luminarzami undergroundu i wyrąbać nazwę Königreichssaal pomiędzy ich logotypami. Fani nihilistycznego hałasu zdecydowanie powinni zaś już teraz wpisać je sobie do kajecików.