Recenzja: Havukruunu „Uinuos Syömein Sota”

Gatunek: pagan / folk / melodic black metal
Rok: 2020

Z osobliwie brzmiącą nazwą Havukruunu zetknąłem się po raz pierwszy trzy lata temu, przy okazji premiery Kelle Surut Soi, chwalonego przez krytyków, drugiego albumu kapeli z Krainy Tysiąca Jezior. Finowie siedzą za murami tego samego, ufundowanego przez Bathory, pogańsko-blackowego bastionu, co choćby ich krajanie z Moonsorrow, zagrywają jednak karty po swojemu i budują markę na własnych zasadach. Fakt, jest to podobny, płynaco-galopujący, doprawiony folkiem i zaśpiewany (głównie) charczącym fińskim growlem metal o czasach minionych, aczkolwiek wyróżniający się nieskrępowanym pod względem kreatywności, śmiało wykraczającym poza ramy gatunkowe, choć wciąż wybornie spójnym kompozytorstwem oraz trafiającymi w punkt, zwartymi strukturami utworów, tak odmiennymi od kolosalnych suit autorstwa panów Urponpoiki i Seponpoiki Sorvali. Nie wiem jak brzmiały nagrania z odleglejszej historii grupy, ale Kelle Surut Soi zrobił na mnie spore wrażenie, z tym większą więc radością przyjąłem niespodziewaną informację o premierze jego następcy.

Jak się okazuje, Uinuos Syömein Sota, bo taki tytuł nosi najnowsze dzieło Korony Cierniowej (nie udało mi się go przetłumaczyć domowymi metodami, przy zerowej znajomości fińskiego), nie zmienia drastycznie palety środków stylistycznych zespołu, ale zauważalnie ją dopieszcza i rozszerza, przez co środek ciężkości muzyki, siłą rzeczy, przesuwa się nieco bliżej folku, a dalej (lecz bez przesady) od rejonów czystej wody black metalu. Niekwestionowany lider kapeli, przedstawiający się po prostu jako Stefan, śmielej sięga po historyczne aranże, co słychać już w pierwszych taktach płyty. Wojownicze chóry i akustyczne wycieczki nie są wprawdzie nowością w repertuarze grupy, ale nigdy wcześniej nie były tak wyeksponowane i barwne. Wypadają bardzo przekonująco i stanowią mocny punkt części kompozycji – czy to jako pełnoprawne, niemalże samodzielne partie w piosence tytułowej, Tähti-yö Ja Hevoiset i moim ulubionym Kunnes Varjot Saa, nie wspominając o całkowicie folkowym, chwytającym za serce Jumalten Hämär, czy też jako przewijające się raz po raz elementy tła. Wtopione w całokształt materiału, nie łupią w zęby nadmiarem kiczowatej pompy – na pewno nie jest to Turisas, czy inny Korppiklaani – wnoszą natomiast do utworów życie i potęgują towarzyszące odsłuchowi uczucie imersji.

Również sama tekstura piosenek uległa nieco większemu zróżnicowaniu. Już Kelle Surut Soi zdradzał ogromną kompozytorską kreatywność i otwartość Stefana, choć w większej mierze opierał się o podaną na surowo, meloblackową materię. Uinuos Syömein Sota idzie w tym zakresie co najmniej o krok dalej. Znajdziemy tu więcej epickich marszowych segmentów, malowniczej nastrojowości i klasycznie heavy metalowego gitarowego rzeźbiarstwa, choć całość wciąż nie traci na ciężarze i trzyma się tych samych skoncentrowanych ram kompozycyjnych, co wcześniej. Wrażenie, że muzyka jest bogatsza i bardziej niż dotychczas dopracowana, potęguje zaś poprawiona – dynamiczna i czysta produkcja.

Duża część podobnego grania, wyrosłego na blackowych korzeniach, w warstwie gitarowej opiera się o proste, acz melodyjne riffowanie. Havukruunu tymczasem serwuje ogniste zagrywki, które skutecznie budują podniosły nastrój muzyki, jednocześnie jednak nieustannie zaskakują techniczną błyskotliwością i nawiązaniami do klasyki ciężkiego grania. Uinuos Syömein Sota ani na chwile nie przestaje na tym polu imponować. Do jej najjaśniejszych punktów zaliczyłbym epicki motyw przewodni Kunnes Varjot Saa, świdrujące riffy Ja Viimein On Yö, niemal hard-rockowe groovy Tähti-yö Ja Hevoiset i startujący z black-thrashowym wykopem Pohjolan Tytär. Nie mógłbym również nie wspomnieć o zajebistych, przesyconych klasycznym feelingiem solówkach, które raz po raz błyszczą w każdym kawałku i stanowią niemałą atrakcję same w sobie.

Podsumowując, Uinuos Syömein Sota przynosi podobną treść do tej, którą Havukruunu ściągnęli na siebie uwagę fanów epickiego ekstremalnego grania już kilka lat temu, tyle, że wszystko jest tu bardziej dopracowane i po prostu lepsze. Nie da się ukryć, że niektórym zwolennikom starszych dokonań Finów brakować może nieokrzesanej surowości, cechującej ich poprzednie wydawnictwa, ale osobiście trudno mi traktować tę zmianę inaczej, niż jako dojrzewanie i robienie dobrego użytku z zyskanego doświadczenia. Jeśli ktoś nie brzydzi się gustownie zaaplikowanym bitewnym patosem i nie ma nic przeciwko odrobinie rekonstrukcjonizmu w codziennym muzycznym jadłospisie, a przy tym potrafi docenić kreatywność i techniczny profesjonalizm, nie może pozwolić, by Uinuos Syömein Sota przeszła mu koło nosa. Dla mnie, w każdym razie, jest to jedno z najmocniejszych tegorocznych wydawnictw, z łatwością deklasujące gatunkową konkurencję.

Werdykt: 5/5