Recenzja: Pyrrhon „Abscess Time”

Gatunek: technical / avant-garde death metal
Rok: 2020

Być może, w myśl powiedzonka, nie należy oceniać książek po okładkach. Nie da się jednak ukryć, że bywają one niezłym motywatorem do tego, by po niektóre książki, tudzież płyty, sięgnąć. Tak własnie było w moim przypadku, gdy po raz pierwszy zetknąłem się z muzyką death metalowców z Pyrrhon, to jest w okolicach opakowanego w uderzającą grafikę What Passes For Survival. Misterny, wysublimowany kolorystycznie i niepokojący, a jednocześnie wyrywający się gatunkowym standardom obrazek sprawił, że po prostu musiałem sprawdzić, jaka muzyka kryje się na krążku nim ozdobionym. Minęły trzy lata, a ja znalazłem się w tej samej sytuacji, patrząc na utrzymaną w charakterystycznym stylu Caroline Harrison obwolutę najnowszego dzieła Amerykanów, czyli Abscess Time. Przyszedłem za okładką, zostałem dla zawartości.

Kto zna Pyrrhon? kapela wbiła na tech-deathową scenę około dziesięć lat temu i od tego czasu serwuje słuchaczom chaotyczną, nieortodoksyjną wersję gatunkowej formuły, o trzonie dozbrojonym w rewolucyjnego ducha grindcore’u, apokaliptyczny ciężar sludge’a i cały arsenał awangardowo-jazzowych odjazdów, wystrzeliwujących całość daleko poza tak zwane pudełko. Przygotowana w ten sposób mikstura jest tyleż wybuchowa i fascynująca, co cholernie trudna w odbiorze. Tym niemniej, jeśli ktoś szuka powiewu świeżości w naszym starym dobrym metalu, naprawdę powinien po nią sięgnąć. Abscess Time stanowi ciąg dalszy szalonej podróży zespołu i, jako taki, nie odbiega nadmiernie od ich dotychczasowego modus operandi. Tym razem jednak, Amerykanie pozwolili sobie na większe zróżnicowanie kompozycji pod względem formy, tempa i długości, przez co balans w ich muzyce przesunął się lekko w kierunku grindu i sludge’a, nieco dalej od tradycyjego deathu, ułatwiając jednocześnie odnalezienie drogi w szalejącej tu, brutalnej zadymie.

Pyrrhon - band

Tak czy inaczej, lekko nie jest – najbardziej mordercze kawałki w zestawie, czyli Down At Libery Ashes, Another Day In Paradise oraz trzy szybkie strzały: kompletnie porąbany Teuchnikskreis, Human Capital i Cornered Animal, to jedne z najcięższych i najintensywniejszych rzeczy, jakie dane mi było ostatnimi czasy słyszeć. Ich główna siła polega jednak na tym, że przy całej swej bezpośredniej, spopielającej agresji, naszpikowane zostały ogromem wyjątkowo kreatywnych, karkołomnych zagrywek, zmian tępa i przełamań które nie mogłyby być dalsze od bezmyślnej rąbanki. Jak to w przypadku technicznego łojenia bywa, wyłuskiwanie tych patentów spomiędzy warstw jazgotu daje naprawdę sporą satysfakcję. Na Abscess Time znalazło się więcej niż zwykle wolniejszych numerów, gdzie do głosu dochodzą sludge’owe ciągoty Pyrrhon. Oczywiście, nie są one ani trochę łatwiejsze w odbiorze od wcześniej wspomnianych. The Lean Years, The Cost Of Living, Solastalgia, a także utwór tytułowy, leją się z głośników mozolnie niczym napalm, w towarzystwie jadowitych wrzasków, potępieńczych krzyków i porykiwań, pozostawiając za sobą jedynie kopcące zgliszcza, i próżno szukać w nich choćby śladów ładniejszych melodii. Nawet jeśli nieznacznie preferuję te segmenty Abscess Time, w których napór jest bardziej bezpośredni i skomasowany, takie przemieszanie struktur nadaje albumowi dobry flow i sprawia, że poszczególne kompozycje wyodrębniają się i pozostają w pamięci.

Nie zawsze to robię, ale w przypadku Abscess Time sięgnąłem również do tekstów. Pyrrhon, podobnie zresztą, jak przy okazji poprzednich krążków, nie zostawia w nich suchej nitki na społeczeństwach, pogrążonych we współczesnym niewolnictwie, zabijających się w codziennym wyścigu szczurów, bezlitośnie żerujących na słabych i nieuprzywilejowanych. Muszę powiedzieć, że przyziemny, odarty z poetyckich paraleli czy ozdobników przekaz liryków idealnie dopełnia soniczny krajobraz płyty, zamyka ją w ramach spójnej koncepcji i potęguje wywoływane przez nią wrażenie dyskomfortu. Takie podejście do warstwy tekstowej jest mile widzianą odmianą od zwyczajów panujących na polu ekstremalnego metalu, gdzie ulubionym orężem autorów są okultystyczno – filozoficzne przenośnie, lub wizje rodem z horrorów gore, nie mówiąc o tym, że dzięki niemu, zawarta w utworach myśl bez porównania skutecznej trafia tam, gdzie ma trafić.

Nie wiem jak sytuacja będzie wyglądała za kilka miesięcy, ale obecnie, w moim osobistym rankingu, Abscess Time stanowi silną konkurencję dla doskonałego Stare Into Death And Be Still Ulcerate, w starciu o tytuł najlepszej tegorocznej płyty z ekstremalnym graniem. Jest to muzyka wyjątkowo brutalna, lecz w równym stopniu technicznie błyskotliwa i inteligentna, tak pod względem kompozycji, jak idei. Pyrrhon rzuca wyzwanie naszej percepcji i wytrzymałości na hałas, skłania do myślenia, przede wszystkim jednak spuszcza nam niesamowity, wysokojakościowy łomot, a przecież, koniec końców, o to w ekstremalnej muzyce chodzi. Podobnie jak  Mother Of Virtues i What Passes For Survival, Abscess Time to jazda obowiązkowa w menu fanów ciężkiego grania.

Werdykt: 4,5/5

45stars_bl_sm