Recenzja: 1349 „The Infernal Pathway”

Gatunek: black metal
Rok: 2019

W kategorii nierównych dyskografii, 1349 mogą z powodzeniem ścigać się do podium. 15 lat temu temu, po nagraniu dwóch dość standardowych black metalowych krążków, spuścili światu potężny łomot w postaci Hellfire – albumu, który brzmi jak walące się na łeb tony złomu prosto z gratowiska Szatana, a tym samym stanowi jedną z najbardziej intensywnych pozycji w swoim gatunku. Przy okazji kolejnego dzieła, Revelations Of The Black Flame, chłopaki przeprowadzili nieudany eksperyment z noisem, ambientem i zaprawionymi doomem, mozolnymi dźwiękami, by na powrót skorygować kurs parę wiosen później, przy okazji Demonoir. Ciągoty do klimatycznych aranżacji skanalizowali w krótkich interludiach, zaś jako danie główne na stół ponownie wjechała niemiłosierna rzeźnia, nieustępująca temu, co usłyszeć można było na wspomnianym na początku wydawnictwie z 2005 roku. Mimo poprawy jakości materiału, trudno było jednak mówić o świeżości zaprezentowanej wówczas sztuki.

Aby uciąć rodzące się podejrzenia o stagnację, po krótkiej przerwie, 1349 wrócili na scenę z kolejnym skokiem w bok – czerpiącym garściami z thrashu, a na dodatek zaskakująco analogowo brzmiącym, Massive Cauldron Of Chaos. Ten stylistyczny manewr, choć dziś już raczej oklepany, wówczas odebrałem jako strzał w dychę. Nadal zresztą uważam, że gdyby nie fatalna produkcja garów, której nie dałem rady przeboleć, byłby to naprawdę fantastyczny album, przywracający tę północną hordę do życia. Tak więc, biorąc pod uwagę interesujący przebieg muzycznych poszukiwań Norwegów, byłem bardzo ciekaw, co też zaproponują słuchaczom w ramach Piekielnej Ścieżki. Po cichu liczyłem na kontynuację kierunku obranego na bardzo udanej poprzedniczce, ewentualnie z niezbędnymi poprawkami, choć kolejna zmiana podejścia również wydawała się niewykluczona.

Do pewnego stopnia The Infernal Pathway jest jednym i drugim – ewolucyjnym ciągiem dalszym wędrówki 1349 – wypadkową estetyki Massive Cauldron Of Chaos i jego brutalnie łojących dupę prekursorów, dającą w efekcie nową dla tej ekipy jakość. Osiem wchodzących w skład zestawu kawałków wciąż cieszy niedawno wynalezionymi, zaraźliwymi haczykami, zakorzenionymi w thrashu ognistymi solami i stylowo siekącymi riffami, a jednak za sprawą zwiększonego udziału lodowatych tremoli, perkusyjnych nawałnic i spowijającego wszystko diabelskiego mroku, charakterowi całości jest obecnie znów zdecydowanie bliżej do klasycznego drugofalowego blacku, którym panowie parali się pierwszej fazie działalności, nawet jeśli podano ją w XXI-wiecznych, łamiących bariery gatunkowe standardach.

The Infernal Pathway stanowi jednocześnie zestaw najlepiej napisanych kawałków w historii zespołu. Kolejne numery, w ramach zwartych ram kompozycyjnych, zgrabnie przeplatają siarczyste thrashowe napierdalanie ze zbudowanymi na kanonadzie blastów ścianami dźwięku i stosowanymi z umiarem sekcjami szorstkiej melodyki. Dzięki temu żywa, angażująca sztuka 1349 z każdą minutą przynosi ciekawe rytmiczne czy teksturowe zwroty akcji i przykuwające uwagę zagrywki, pozostając zarazem wybornie rozrywkową i przekonująco złą. Tylko spróbujcie po kilku przesłuchaniach nie warczeć pod nosem refrenów Through The Eyes Of Stone, Towers Upon Towers, Dødskamp lub Deeper Still i nie machać głową do ich smakowicie podkręconych rytmicznie zagrywek! Trzeba przyznać, że mastering tym razem jest idealny. Dzięki niemu można wreszcie, dla odmiany od MCOC, bez przeszkód cieszyć się bezlitosną, acz barwną, pełną technicznych przejść i przełamań perkusyjną jatką w wykonaniu Frosta (zwróćcie uwagę na początkowe sekcje Dødskamp albo smaczki powszywane w Towers Upon Towers!) oraz najzimniejszymi po tej stronie Blashyrkh riffami i spontanicznymi, spopielającymi erupcjami solówek Archaona, pod prowadzoną w punkt, dynamiczną dyrygenturą Ravna, którego, charyzmatyczny, zjadliwy growling stanowi niezawodny nośnik smolistej gatunkowej ciemności. Kontynuujące formułę znaną z Demonoir ambientowe Tunele Seta dają króciutkie chwile na oddech, i dzieląc materiał na rozdziały, stanowią jego wyróżnik, nawet jeśli same w sobie nie niosą interesującej muzycznej treści.

W podsumowaniu ubiegłego roku chwaliłem najświeższe, epickie dzieło Kampfar i choć wciąż uważam, że za sprawą pogańsko-rytualnych inklinacji jest ono o ząbek ciekawsze niż The Infernal Pathway, to drużyna Ravna z pewnością nie pozostaje daleko w tyle. Wśród wciąż niesłabnącej mody na blacka w postnym lub atmosferycznym wydaniu, takie stojące na straży dawnych wartości krążki zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Oczywiście, sam nonkonformizm nie wystarczyłby, bym miał ochotę do nich wracać, lecz 1349 oferują znacznie więcej – kreatywnie skanalizowany techniczny profesjonalizm, mocne, rozrywkowe, przy całym swym ciężarze i agresji kompozycje, a w końcu, tak potrzebne w tym biznesie wyczucie stylu i prezencji – po prostu charyzmę, pozwalającą im wyróżnić się na tle konkurencji i zakorzenić w mojej świadomości jako rozpoznawalny byt. Choć wszystkie te składniki były obecne na ich wcześniejszych płytach, The Infernal Pathway łączy je w wyjątkowo trafionych proporcjach. Mimo, że nie jest to żaden ponadczasowy klasyk – wszystko co tu słyszymy zostało wymyślone i odegrane w przeszłości niezliczoną ilość razy – album ten dobitnie potwierdza status zespołu jako przedstawicieli rasowego black metalu z górnej półki. Fani tegoż powinni obowiązkowo wzuć glany i wybrać się Piekielną Ścieżką na kilka dłuższych spacerów.

Werdykt: 4/5

4stars_bl_sm