Recenzja: Azure Emote „The Third Perspective”

Gatunek: avant-garde death metal
Rok: 2020

Amerykanie z Azure Emote grają awangardowy death metal, nie do końca jednak taki, jaki dziś powinno się robić, żeby naprawdę zasłużyć na miano awangardy. Mam na myśli to, że mimo szalonego kalejdoskopu smaków, którym bombardują nasze uszy, ich muzyka jest dość staroszkolna – spójna, klasycznie ustrukturyzowana i opiera się głównie na instrumentarium od lat kojarzonym ze sceną metalową. Przypomina dzięki temu raczej dzieła sprzed przynajmniej dwóch dekad, takie jak wczesne produkcje Septic Flesh, Hollenthon, Arcturus (La Masquerade Infernale, nie Aspera Hiems Symfonia), lub ewentualnie Unexpect, niż dzisiejsze, kompletnie obłąkane dziwadła z gatunku Igorrr, z uporem łączące najbardziej niedopasowane klocki, jak to tylko możliwe.

Ich najnowsze wydawnictwo, The Third Perspective zbudowane jest na nieprzegadanym, solidnym techniczno-deathowym trzonie, wokół którego nieustannie wykwitają zadziwiające kolorystyką wątki i ornamenty, wyraźnie grawitujące w kierunku bliskowschodniej melodyki. Ciężkie, choć oszczędne dethowe riffowanie, oparte na często całkiem wyrafinowanej pracy garów, prowadzi nieustanną wymianę z klawiszowymi motywami z rejonów retro sci-fi. Wirujące kosmiczne tańce syntezatora z gitarą w Curse Of Life i Three Six Nine są tego najbardziej wyrazistymi przykładami, aczkolwiek podobnych rozwiązań jest na krążku mnóstwo. Trzecim, obok gitary i elektroniki, wiodącym składnikiem palety Azure Emote okazują się idealnie wplecione w tonację kompozycji skrzypce, które gdy tylko się pojawiają, momentalnie  teleportują słuchacza w sam środek karawany przemierzającej spieczone słońcem bezdroża dawnego orientu. W warstwie wokalnej również dzieją się ciekawe rzeczy. Danie główne stanowi wprawdzie growling Mike’a Hrubovcaka, urozmaicony miejscami – choćby w moim ulubionym utworze na płycie, czyli epickim Dark Realms – czystymi zaśpiewami, lecz jego absolutnie niezbędnym dopełnieniem są gościnne quasi-operowe partie  Melissy Verlaak.

Muszę powiedzieć, że The Third Perspective wziął mnie trochę z zaskoczenia. Rozpatrywane z osobna elementy tej dziwnej mozaiki: niemal kiczowate klawiszowe pasaże, smyki rodem z cygańskiego taboru, a zwłaszcza operowe wokalizy, zwykle raczej mnie odstręczają niż przyciągają. Azure Emote spletli je jednak w porywającą całość, która wyciąga ramiona i wsysa w swój barwny świat, a dzięki deathowemu kręgosłupowi oraz surowej, acz selektywnej produkcji, przy całym swym przepychu i miriadach melodii pozostaje wciąż dość ciężką i szorstką. Na plus działa też czytelna, przyjazna struktura piosenek. Po pierwsze, co niepopularne w tym gatunku, większość numerów nie przesadza z długością, zamykając się w ramach około sześciu minut, a to z kolei pozwala tym bardziej wyeksponować dwie rozbudowane suity – Dark Realms i Solitary Striving. Po drugie, każdy z kawałków jest najeżony świetnymi, zapadającymi w pamięć melodiami i aranżacjami, które budują jego odmienny, wyróżniający się charakter. Na marginesie warto odnotować, że właściwie w każdym z tych aspektów nastąpiła znaczna poprawa względem poprzednich krążków zespołu, mocno jeszcze nieokrzesanych i niespójnych.

Jestem przekonany, że The Third Perspective nie jest propozycją dla każdego. Jego śmiałe operowanie zagrywkami zaczerpniętymi wprost z gabinetu osobliwości, lub opiumowego snu cyrkowej wieszczki, dla niektórych przekroczy zapewne granice dobrego smaku. Ja, jakkolwiek odrobinę tym faktem zaskoczony, nie mogę się od najnowszego dzieła Azure Emote uwolnić. Niezależnie od tego, że zawiera ono trzy kwadranse naprawdę doskonałej technicznie i aranżacyjnie muzyki, przypominam sobie przy nim czasy, kiedy świat metalu był dla mnie wciąż w dużej mierze niezbadaną skarbnicą, a za każdym rogiem mogło kryć się fascynujące znalezisko. Za sam ten fakt należy się mu wielki, świetlisty znak jakości.

Werdykt:

fivestars_bl_sm