Recenzja: My Dying Bride „The Ghost Of Orion”

Gatunek: doom death / gothic metal
Rok: 2020

Mój związek z muzyką My Dying Bride jest dość specyficzny. Z jednej strony są według mnie jednym z najbardziej charakterystycznych i generalnie najlepszych zespołów doom deathowych na scenie i mają na koncie kilka naprawdę wybitnych albumów i kawałków, ze szczególnym wskazaniem tria płyt The Light At The End Of The World, The Dreadful Hours i Songs Of Darkness, Words Of Light, z drugiej jednak, sporej części ich meandrujących, powolnych kompozycji, za cholerę nie potrafię dać się porwać. W związku z tym stanem rzeczy nie jest tak, że kolejnych dzieł z obozu tych angielskich ponuraków wyglądam z wytęsknieniem, ale kiedy już się pojawiają, zawsze jest to dla mnie pewne wydarzenie, a przy jego okazji z niejakim zaciekawieniem i nadzieją (wynagrodzoną ostatnimi czasy świetnym krążkiem Feel The Misery) sprawdzam, co tam w Halifax piszczy.

A w minionych latach niestety nie najlepiej się działo. Aaron Stainthorpe, filar i niezastąpiony frontman kapeli, borykał się z druzgocącymi problemami osobistymi, skutkiem czego, naturalnie, granie muzyki zeszło u niego na dalszy plan. Koniec końców na szczęście sytuacja została opanowana, a światło dzienne mógł ujrzeć nowy materiał My Dying Bride – opatrzony cudowną okładką autorstwa mistrza Elirana Kantora, The Ghost Of Orion; płyta o tyle szczególna, że od strony instrumentalnej napisana, o ile się orientuję wyłącznie przez drugiego głównego członka zespołu – gitarzystę Andrew Craighana, zaś w warstwie wokalnej i lirycznej nasączona przez Stainthorpe’a powidokami z gehenny, którą przeszedł.

Udostępnione wyprzedzająco single, My Broken Shore i Tired Of Tears zwiastowały muzykę bliższą delikatniejszym krańcom spektrum twórczości Brytyjczyków. Nawet jeśli ten pierwszy zawiera partie tak oszczędnie przez nich ostatnio dawkowanego growlingu, to oba, podobnie zresztą jak gro kompozycji na płycie, są w pewien sposób bardziej eteryczne niż choćby materiał z Feel The Misery, nie mówiąc o dawniejszych pozycjach z ich katalogu. To co pierwsze zwraca uwagę i w dużym stopniu przyczynia się do takiego właśnie odbioru The Ghost Of Orion to kruchy i wątły, łagodniejszy niż zwykle śpiew Aarona. Jego melodie niosą ładunek emocjonalny, którego pochodzenie przypisywać można minionym wydarzeniom, i jako takie stanowią zdecydowany mocny punkt albumu, lśniący zwłaszcza w otwierających go trzech piosenkach oraz w The Old Earth. Szczególnie poruszył mnie refren Tired Of Tears, zwieńczony wersami „Lay not thy hand upon / Lay no hand on my daughter” brzmiącymi jak błagalny, acz pozbawiony nadziei psalm do bezlitosnego Boga. Inaczej niż dotychczas, każdy z numerów na płycie, pomimo klasycznie sążnistej formy, posiada dość przystępną, piosenkową konstrukcję, co pozwala kapeli dodatkowo wyeksponować i wyryć w pamięci piękne harmonie tworzone prze wokal, do spółki ze skrzypcami i gitarą.

Andrew Craighan tymczasem zaopatruje płytę w swoje markowe, raz kroczące miarowo niczym kondukt żałobny, to znów zawodzące jak chór płaczek linie sześciu strun. Z przykrością muszę powiedzieć jednak, że choć znajdziemy tu kilka mocnych wejść, jak spokrewniony z She Is The Dark motyw otwierający Your Broken Shore i ciężkie, oszczędne riffowanie w The Old Earth, to w ostatecznym rozrachunku jest ich za mało, żeby utrzymać moją uwagę przez niemal godzinę trwania materiału, przez co z tęsknotą wspominam smakowite, doomowe zagrywki, na których toczyły się Feel The Misery, And My Father Left Forever, czy To Shiver In Empty Halls z poprzedniego albumu My Dying Bride. Partie Craighana na The Ghost Of Orion, poza tym, że nie zawsze efektywne, mają tendencję do błądzenia, co przy ich standardowo powolnym tempie i zasadniczo oszczędnych aranżacjach może znużyć. Dobry przykład tej bolączki stanowi oparty wyłącznie o skrzypce, grę wiosła i, nawiasem mówiąc kapitalne, gościnne wokalizy Lindy Hay-Fella z Wardruny The Solace. Utwór ten momentami przyprawia o gęsią skórkę, przypomina bowiem przełożony na język gitary elektrycznej koncert organowy, wybrzmiewający w opuszczonej katedrze. Niestety w jego środkowej sekcji pozbawiona wsparcia śpiewu melodia wydobywająca się spod palców Craighana traci swą moc i osiada na mieliźnie, z której na szczęście, z wejściem smyków, udaje jej się w drugiej połowie spektakularnie wypłynąć.

The Ghost Of Orion brzmi bardzo oszczędnie. Mimo tego, że standardowe instrumentarium tradycyjnie już wzbogacają skrzypce, trudno mówić w jego przypadku o aranżacyjnym przepychu, kojarzonym zazwyczaj z muzyką z pogranicza doom deathu i gotyku. Po raz kolejny w dyskografii zespołu praca perkusji jest niemalże minimalistyczna, choć tym razem, w porównaniu z Feel The Misery, jej produkcja uległa poprawie i nie wypada już tak strasznie anemicznie. W ascetycznej grze gitary wiodącej próżno szukać ścian dźwięku i kawalkad miażdżących riffów – jej partie czasem wydają się wręcz samotne, przez co na znaczeniu zyskuje pulsujący w tle pomruk basu i, również dalekie od barokowych, sekcje smyczka. Zastosowanie powściągliwej, zgrzebnej realizacji to w ogromnej mierze udany zabieg, ponieważ daje poczucie kameralności i obcowania ze smutkiem na wyciągnięcie ręki, a więc wzmacnia siłę rażenia płyty. Szkoda tylko, że tym samym uwypukla wspomniane niedostatki w warstwie jednego z dwóch kluczowych instrumentów w palecie My Dying Bride A.D.2020, jakim jest gitara.

Niezależnie od mód i przeciwności losu, procesja pod sztandarem Konającej Panny Młodej maszeruje w swoim starym, nieznacznie tylko modyfikowanym stylu w kolejne dziesięciolecie, pozostając konsekwentnie ortodoksyjną w swym szerzeniu depresyjnej aury, i chwała jej za to. The Ghost Of Orion nie jest wydawnictwem, które mnie, okazjonalnego fana, o wyrobionym przez lata zdaniu, przekona do żarliwszej wierności tej zasłużonej ekipie. Tym niemniej, po pierwsze stanowi ono chwytający za serce, spójny od takiego detalu jak okładka, przez teksty i tonację, aż po całościowe ramy kompozycyjne obraz, a po drugie po prostu ma w swoim repertuarze co najmniej solidne utwory. Co więcej, za sprawą sugestywnej atmosfery skupienia i sporego zapasu urzekających, łagodnych melodii, stanowić może wyróżniający się punkt na tle reszty ich dyskografii, nawet jeśli poszczególne kawałki nie znajdą w przyszłości miejsca na playlistach z gatunku „Best Of My Dying Bride„.

Werdykt:

4stars_bl_sm