W Kolejce Do Grania… Vol. 2

Rok powoli się rozkręca, a na półkach zdążyło już wylądować przynajmniej kilka solidnych wydawnictw. Ja tymczasem po raz drugi postanowiłem podzielić się kilkoma kawałkami, które zwiastują ciekawe nadchodzące premiery. 

1. KatatoniaLacquer.

Lacquer może zapowiadać zwrot Katatonii ku delikatniejszym, brzmieniom, niż te, które wypełniały progrockowo-metalowy The Fall Of Hearts. Ciekaw jestem, czy cały nadchodzący album utrzymany będzie w podobnej, przełamującej gatunkowe bariery konwencji. Jakikolwiek by nie był, jeśli utrzyma poziom singla, będę go słuchał jak opętany.

2. TestamentNight Of The Witch.

Testament jest jednym z tych przedstawicieli starej thrashowej gwardii, których nowe dokonania wciąż mnie obchodzą. Night Of The Witch dowodzi, że panowie nie stracili żywotności i bynajmniej nie zeszli z obranej w okolicach The Formation Of Damnation ścieżki wysokokalorycznego klasycznego metalu. I dobrze, bo to co robią wciąż świetnie im wychodzi.

3. CandlemassPorcelain Skull.

Po takiej sobie ostatniej płycie Candlemass nie jestem pewien, czy ich nadchodzącej EPce poświęcę więcej niż marginalną uwagę. Ten numer zaciekawił mnie jednak, bo stanowi alternatywną interpretację piosenki, która pojawiła się w ubiegłym roku na ukochanym przeze mnie najnowszym krążku Avatarium. Jak łatwo się domyślić, wypada bardziej surowo i heavy metalowo niż jej starsze wcielenie. Stylowa ciekawostka.

4. In This MomentThe In-Between.

Nie sądziłem, że na stare lata będę słuchał takich rzeczy, ale bezwstydna piosenkowość tego bitnego, dobrze wyprodukowanego industrialnego metalcore’a sprawia całkiem mi sporo frajdy. Nie wiem, czy w formie całopłytowej będzie to zjadliwe, ale ten konkretny kawałek okupuje u mnie obecnie szufladę z tabliczką guilty pleasures.

5. ...And Oceans – The Dissolution Of Mind And Matter

Właściwie wrzucam ten numer bardziej w charakterze muzycznego niusa, niż z powodu faktycznej ekscytacji nim spowodowanej. Premiera nowego materiału …And Oceans stanowi bowiem zwiastun kolejnego spośród niespodziewanych powrotów ze świata umarłych. A sama piosenka… no cóż – klawiszowy, melodyjny black metal bez charakterystycznej tożsamości. Ku memu rozczarowaniu zniknęły śmiałe elektroniczne wycieczki A.M.G.O.D. i Cypher, przez co Finowie brzmią bardziej jak za dawnych czasów. Zobaczymy, czy cały krążek będzie miał w zanadrzu coś więcej.

Ciąg dalszy nastąpi…