W Kolejce Do Grania…

… czyli zestaw kilku utworów zwiastujących wyłaniające się zza horyzontu, wypatrywane przeze mnie, lub po prostu interesujące premiery płytowe, który można z powodzeniem wrzucić na weekendową playlistę i zaspokoić głód nowości. Dzisiejsze pilotażowe wydanie sponsorują Demons & Wizards i Psychotic Waltz, wspierane przez My Dying Bride oraz God Dethroned, a jego tematem przewodnim są powroty po latach!

Playlista na Spotify ze wszystkimi kawałkami jest tutaj: LINK

1. God DethronedIlluminati.

W mojej świadomości horda Henriego Sattlera wciąż chwieje się na krawędzi niebytu, co powoduje, że każde nowe doniesienie z ich obozu sprawia mi milą niespodziankę. Illuminati zwiastuje powrót do okultystycznej tematyki sprzed wojennej trylogii, bliższej klimatom The Toxic Touch i Lair Of The White Worm, tak w lirycznej jak muzycznej warstwie. Pomijając chóry w refrenie, jest to dość standardowy numer, nie brakuje mu jednak zwyczajowego jadu i charyzmy. Dobrze znów słyszeć tych starych diabłów.

2. KvelertakCrack of Doom.

Lata lecą, a Kvelertak, mimo zmiany na stanowisku frontmana, wciąż pozostaje tym imprezowym, kudłatym, nieogolonym sobą, którego znamy i kochamy. Crack of Doom to mile widziany zwrot w stronę black punkowego debiutu oraz Meir, a jego dodatkową atrakcję stanowi gościnny, całkiem prominentny występ Troya Sandersa z Mastodona. Fajny singiel, który z pewnością zasili wiele imprezowyh playlist.

3. Dark FortressPulling At Threads.

Venereal Dawn rozpalił parę lat temu moje nadzieje, jeśli chodzi o tę zacną niemiecką meloblackową ekipę. Nowy kawałek napieprza bez krępacji i zadziwiająco zwięźle, a w refrenie czaruje łagodnym głosem Moreana, który między płytami macierzystej kapeli zdążył wbić kilka poziomów śpiewając w Alkaloid. Proste, skuteczne, dobre, parafrazując slogan Ritter Sport.

4. My Dying BrideYour Broken Shore.

MDB w klasycznym wydaniu – żałobny klimat, operowanie ciężarem na modłę tradycyjnych brytyjskich trenów z połowy lat 90. i jedyny w swoim rodzaju głos, uzupełniony ponownie partiami skrzypiec. Może nie wpada w ucho tak błyskawicznie jak And My Father Left Forever i Feel The Misery z ich poprzedniego albumu, ale za to cieszy wielce pożądaną poprawą brzmienia bębnów. Wygląda na to, że Anglicy utrzymają tradycjonalistyczny kurs obrany kilka płyt temu. Ach, no i plusik za piękną okładkę w wykonaniu Elirana Kantora.

5. GodthrymmAmong The Exalted.

Jeśli komuś mało archetypicznego angielskiego dooma po odsłuchaniu nowej piosenki My Dying Bride, powinien bezwzględnie sięgnąć po Godthrymm, z którym powyższa ekipa dzieli eks-członków – o zawodzie nie może być mowy. Among The Exalted kręci się wprawdzie bliżej bram Raju Utraconego, niż welona Umierającej Panny Młodej (zwłaszcza za sprawą zawodzącej gitary i potężnych wokali, które z powodzeniem zagrzałyby miejsce na Gothicu), ale… przecież to wszystko jedna wielka wyspiarska rodzina.

6. TombsMonarchy of Shadows.

Tombs jakoś nie kojarzyli mi się z takim słuchalnym graniem, ale też nigdy wcześniej nie poświęciłem im większej uwagi. Tak czy inaczej, Monarchy Of Shadows to siarczysty acz niepozbawiony klimatycznych przełamań melodyjno blackowy wpierdol, który momentami kojarzy mi się z lepszymi numerami współczesnego Rotting Christ. Jeśli cała nadchodząca EPka utrzyma taki poziom, to jest czego wypatrywać pod koniec lutego.

7. CarcassUnder The Scalpel Blade.

Herosi grindcor’e, melodeathu, melodeathowego grindcore’a i czego tam jeszcze ponoć zamierzają powrócić z pełną płytą. Sześć lat temu Surgical Steel zmiażdżył. Jak będzie tym razem? Under The Scalpel Blade już samym tytułem wskazuje, że podejście Carcass do tematu się nie zmienia ani na jotę. Muzycznie też absolutnie po staremu.

8. Black Crown InitiateYears In Frigid Light.

Zderzenie nowoczesnego, chirurgicznego tech deathu z chwytajacymi za serce wokalnymi melodyjkami, w typowym dla BCI stylu. Tym razem jednak połączenie tych dwóch frontów zostało nakreślone trochę zbyt grubą kreską, a same ciężkie partie nie należą do szczególnie błyskotliwych. Za to melodyjny, emocjonalny refren siada w głowie i zostaje, dzięki wokalom Andy’ego Thomasa, które niezmiennie dają radę.

9. Demons & WizardsDiabolic.

Wbrew zdrowemu rozsądkowi i logice, chciałem żeby to się udało. Wszak debiut D&W to byla magia, jedna z najważniejszych płyt mojej młodości. Niestety zgodnie z tym, co mówią nam o formie Jona Schaffera ostatnie krążki Iced Earth, nie ma co się czarować. Nowy numer to głównie nieciekawy kawałek niezgrabnego, wtórnego power metalu… I tylko Hansi Kursch wciąż jest najlepszy, a jego głos brzmi tak, jakby od początków Demons & Wizards nie upłynął nawet rok. Z tego powodu warto choć raz puscić sobie Demonic.

10. Psychotic Waltz Devils and Angels.

Jak na to, z jak kultowym i skłonnym niegdyś do ekscentryzmu składem mamy do czynienia, i jak niespodziewany wydaje się jego powrót do świata żywych po dekadach milczenia, Devils And Angels to rozczarowująco niecharakterystyczna piosenka. Ot, taki czystej wody, niezbyt ciężki prog metal, leżący bliżej Deadsoul Tribe niż dawnych dokonań Psychotic Waltz. Nie zmienia to jednak faktu, że na całej płycie mogą wciąż pojawić się smakowite kąski. Czekamy!

11. IntronautCubensis.

Z jakiegoś powodu bardzo chciałem polubić poprzedni album Intronaut, ale ile razy bym nie próbował, za cholerę nie chciał zostać mi w głowie. Cubensis za to jest całkiem ekstra. Chłopaki mieszają w swoim tyglu późny King Crimson z Voivodowymi zaśpiewami i salwami współczesnego technicznego metalu, haczącymi o Mastodon, Baroness czy Anciients. Poza wszystkim, takiej przebojowości nigdy wcześniej u nich nie słyszałem. Może tym razem uda się również z całą płytą?