Recenzja: Ashbringer „Absolution”

Gatunek: atmospheric / post-black metal
Rok: 2019

Scroll down for English.

Ashbringer to kapela z USA, obracająca się w kręgach szeroko pojętego klimatycznego post-blacka. Debiutancki krążek, nagrany w 2015 roku w jednoosobowym składzie, choć wionął jeszcze mocno surowizną zapożyczoną od norweskiej drugiej fali, zdradzał już melancholijne, folkowe inklinacje. Na wydanym rok później, nawiasem mówiąc świetnym Yūgen, panowie sformowali regularny skład i rozwinęli formułę w kierunku pełnoprawnego atmo-blacka, hołdującego takim żelaznym reprezentantom gatunku jak Agalloch i Panopticon. Parę tygodni temu światło dzienne ujrzała ich najnowsza płyta, zatytułowana Absolution, przesuwająca środek ciężkości muzyki dalej w kierunku postu, zostawiając klasyczny black metal coraz bardziej z tyłu. 

Jeszcze przed premierą krążka miałem okazję przesłuchać promujące go utwory, czyli Dreamscape i instrumentalny Spiritual Architecture. Stanowią one bardzo dobry przykład tego, co dzieje się na Absolution. Amerykanie odważnie eksplorują shoegazowo – post rockowy szlak, przetarty przez Godspeed You! Black Emperor na Lift Your Skinny Fists Like Antennas To Heaven, czy Deafheaven na świetnym Ordinary Corrupt Human Love, zarazem nie tracąc jednak z oczu swoich blackowo-folkowych korzeni. W rezultacie tych poszukiwań oddali w nasze ręce dzieło, które mrozi lodowatymi powiewami zaklętymi w black metalowym riffowaniu i surowych wrzaskach wokalisty, by po chwili ukoić art rockowymi, impresjonistycznymi plamami światła. Żeby dobrze robić tak pełną niuansów i działającą na wyobraźnię muzykę, trzeba wykazać się niemałymi umiejętnościami. Panowie z Ashbringer bez dwóch zdań stają na wysokości zadania, serwując na Absolution najwyższej próby profesjonalizm. Finezyjne, jazzowe zagrywki perkusji, w połączeniu z migotliwymi, ornamentowymi liniami gitary i basu, zwracają uwagę już w pierwszych minutach po włączeniu płyty, by powracać aż do jej końca w nieustannych płynnych wymianach z falami cięższej post-blackowej nawałnicy, następujących zazwyczaj w ramach pojedynczych kompozycji.

Co do zasady lubię takie granie, ale jestem bardzo wrażliwy na monotonię, która bywa problemem w przypadku części wyrastających ostatnio jak grzyby po deszczu atmo- i post-blackowych produkcji. Absolution nie nudzi mnie ani przez moment. Ma swój starannie skomponowany flow, a kolejne kompozycje upstrzone są dynamicznymi zmianami tempa, smakowitymi przejściami i masą błyskotliwych motywów, zdradzających imponująco bogatą wyobraźnię muzyków. W odbiorze dodatkowo pomaga świetna produkcja albumu. Selektywne brzmienie uwydatnia delikatne partie i pozwala docenić wszystkie powplatane tu wątki, a wyraziste, dobrze słyszalne wokale pozwalają z łatwością odnaleźć się w tej muzycznej układance. Skutkiem tego jest wprawdzie relatywna przystępność i optymistyczny ton materiału (zwłaszcza w porównaniu z debiutanckim krążkiem), który zapewne odrzuci metalowych konserwatystów, nie uważam tego jednak za problem. Na polu ciężkiego grania jest miejsce zarówno dla ekstremy jak i dla bardziej subtelnych dźwięków.

Moimi faworytami na Absolution Wilderness Walk, Dreamscape i Spiritual Architecture. Każdy o nieco innym charakterze – pierwszy zdecydowanie najbardziej bezpośredni, drugi – floydowsko pejzażowy, trzeciemu zaś najbliżej do wczesnych dokonań GY!BE. Jest to jednak wybór wymuszony, trudno bowiem na Absolution wskazać słabsze i mocniejsze utwory. Ashbringer wydali fantastyczną płytę, od deski do deski, a jest to osiągnięcie tym bardziej imponujące, że chłopaki są naprawdę młodzi, sam zespół zaś istnieje dosłownie od kilku lat. Trzymam kciuki, by udało im się zaistnieć na zatłoczonej scenie i jestem bardzo ciekaw, co zaproponują słuchaczom na kolejnym wydawnictwie.

fivestars_bl_sm

English version:

Ashbringer is a band from the USA, mingling in the circles of broadly understood atmospheric post-black. Their debut album, recorded in 2015 as a one-man band, although still heavily injected with the rawness borrowed from the Norwegian second wave, already showed melancholic, folk inclinations. A year later, on a by the way great Yūgen, the gentlemen formed a regular band and developed a full blown atmo-black formula, adoring such stalwart representatives of the genre as Agalloch and Panopticon. A few weeks ago, their latest album, Absolution, saw the light of day shifting the center of gravity of their music further towards the post, leaving the classic black metal more and more behind.

Before the release of the album, I had the opportunity to listen to two of the songs promoting it, namely Dreamscape and the instrumental Spiritual Architecture. They are a great example of what is happening on Absolution. The Americans boldly explore the shoegazey post-rock trail, blazed by Godspeed You! Black Emperor on Lift Your Skinny Fists Like Antennas To Heaven, or by Deafheaven on the great Ordinary Corrupt Human Love, while still keeping their black & folk roots well in sight. As a result of these ventures, they gave us a work which freezes with icy bits, enchanted in the black metal riffing and raw screams of the vocalist, and soothes with the art rock subtleties and impressionistic patches of light. In order to do such a nuanced and imaginative music well, you have to show considerable skills. The gentlemen of Ashbringer are up to the challenge, serving on Absolution only the highest professionalism. The sophisticated jazz drumming, combined with the shimmering, ornamental lines of guitar and bass draw attention first minutes into the record and return once and again until its end in continuous fluent exchanges with waves of heavy post-black storm, usually during the course of single composition.

I generally like such stuff, but on the other hand, I’m very sensitive to monotony, which tends to be a problem for many atmo- and post-black productions, popping up lately like mushrooms. Fortunately Absolution does not bore me even for a moment. It has its carefully composed flow, and subsequent songs are speckled with dynamic changes of tempo, tasty transitions and a cornucopia of brilliant motifs, revealing the impressively rich imagination of the musicians. Great production of the album also helps its reception. Selective sound enhances the delicate parts and lets you appreciate all the threads woven in here, while well-heard vocals allow you to easily find yourself in this musical tapestry. The result is relative accessibility and optimistic tone of the material (especially when compared to the murky debut album), which will probably repel metal conservatives, but I do not consider it a problem. There is a place for both extreme and more subtle sounds in the broad and colourful field of heavy music.

My favorites on Absolution are Wilderness WalkDreamscape and Spiritual Architecture. Each one of slightly different character – the first is definitely the most direct; the second – Floydishly landscaped and the third – closest to the early works of GY!BE. This is, however, a forced choice, for it’s really difficult to point out weaker and stronger songs on AbsolutionAshbringer have released a fantastic album, from cover to cover – an even more impressive achievement, considering that the guys are really young and the band itself has been around for only a few years. I keep my fingers crossed for them to gather recognition on the crowded stage and I’m very curious to see what they will offer to their audience on future releases.

fivestars_bl_sm