Nowości na półce cz.1

Kto ma dzisiaj czas czytać długie, pełnowymiarowe recenzje? Kto ma czas je pisać, zwłaszcza czysto hobbystycznie? Nieustanie eksploruję muzyczny świat i w ręce trafiają mi najróżniejsze, często naprawdę fajne płyty, których oczywiście nie dam rady nigdy porządnie, rzetelnie opisać. W związku z tym postanowiłem wypróbować nową formułę: „Nowości na półce”, czyli krótkie podsumowanie tego, co ostatnio kręci mi się w odtwarzaczu; niekoniecznie najświeższe premiery, bez ocen i filozoficznych wynurzeń. Zwięzła notka „kto/co” i czemu warto (bądź nie) po dany materiał sięgnąć. Może się przyjmie?

Power Trip „Nightmare Logic

Kawał porządnego, przekonującego, jadowitego teksańskiego thrashu. Brzmi trochę retro, jak to dziś modnie, ale nie popada w sentymentalizm czy pastisz. Najważniejsze jednak, że nie ma słabych momentów, a głowa aż rwie się do machania do tych kozackich groove’ów. Polecam między innymi fanom starej Sepy.

Mutoid Man „War Moans”

Druga płyta tego składu z Brooklynu, z bębniarzem Converge i wokalistą Cave In, wyprodukowana przez Kurta Ballou [tu znak jakości]. Punkowo thrashawy hard rock, ze staromastodonowymi riffami i wokalami á la Soundgarden. Piguła energii na październikowy poranek!

Cormorant „Diaspora”

Kolejna pozycja z USA, tym razem z Kaliforni. Panowie już od dekady grają artystycznego, progresywnego deatha z elementami blacku i folkowymi odniesieniami. Fani Opeth powinni być zadowoleni, podobnie jak miłośnicy Agalloch czy nowszych dzieł Enslaved. Naprawdę dobra, imersyjna muzyka, z którą warto się zapoznać.

Myrkur „Mareridt”

Ta pani swoim debiutem napsuła konserwatywnym metalowcom sporo krwi. Dla mnie tamten krążek był ciekawostką. Dopiero nowe wydawnictwo rozkwita pełnią wdzięku, zarzucając większość blackowych elementów, stawiając na pierwszym planie przepiękne, zniewalające wokalizy i klimat mroźnych północnych ostępów i skandynawskiego folku. Póki co jestem oczarowany.

Marilyn Manson „Heaven Upside Down”

20 lat temu byłem fanem tego gościa, ale jego złote czasy skończyły się po Holy Wood. Dziś mówi się o powrocie Mansona do tamtych brzmień i faktycznie, jego numery dawno nie brzmiały tak agresywnie, jak to ma miejsce momentami na HUD. Całość jest jednak bardzo miałka i infantylna, a teksty przyprawiają wręcz chwilami o mdłości. Brakuje żywiołu, autentyczności i po prostu dobrych, wpadających w ucho piosenek. Na plus ciekawe sample i elektronika, a z utworów: Say10SaturnaliaBlood Honey.

Alter Bridge „The Last Hero”

Jakimś cudem nigdy wcześniej nie słyszałem tych chłopaków, a naprawdę warto sięgnąć po ich muzykę. Stanowi ona połączenie nowoczesnego hard rocka z pogranicza heavy metalu i bardziej klasycznych patentów, przywodzących na myśl np. Whitesnake czy nowsze płyty Uriah Heep. Jest w tym życie, ogień i pozytywna energia, a refren za refrenem (Show Me A Leader, Poison In Your Veins, Losing Patience, Champion, The Last Hero) non-stop telepią się pod czachą.

Polecam i pozdrawiam!