In Twilight’s Embrace, Azarath, Dagorath | Poznań 07-10-2017

Cholera, się działo wczoraj U Bazyla! Chłopaki z In Twilight’s Embrace świętowali premierę nowego krążka w najbardziej kultowym klubie rodzinnego miasta, zapraszając na imprezę bydgoską świeżynkę – Dagorath i weteranów szatańskiego rozpierdolu – Azarath. Udał się show niesamowicie; nie żal dzisiaj leczyć kaca po takim wieczorze.

Dagorath, choć na deskach zaprezentowali wizualny miks iście piekielnej blackowej otoczki (obowiązkowe corpse painty, pasy z amunicją i półmetrowe gwoździe) z pewną, wynikającą zapewne z braku otrzaskania nieśmiałością odczuwalną w zachowaniu, muzycznie spuścili widowni soczysty, wysokojakościowy łomot, nie zostawiając miejsca na jakiekolwiek wątpliwości. Początkowo miałem zamiar rzucić okiem i wycofać się do mercha, w rezultacie jednak zostałem pod sceną do ostatniej minuty, skandowaniem zagrzewając chłopaków do walki. Po koncercie ich debiutancki krążek trafił do mojej kieszeni – zobaczymy jak się materiał z Glare of the Morning Star sprawdzi z płyty.

Dagorath
Dagorath, fot. MC

Po bohaterach wieczoru, In Twilight’s Embrace, od razu widać, że wiedzą co robią i jaki efekt chcą osiągnąć. Emanuje z nich pewność siebie, która w połączeniu z oldskulowo thrashowo-punkowym, zwierzęcym scenicznym imagem frontmana i rozpędzoną nawałnicą nośnego, zaprawionego blackiem deathu daje piorunujący rezultat. Nie miałem okazji przed koncertem zapoznać się z premierowym materiałem, Vanitas, ale to, co dane mi było usłyszeć ze sceny, sygnalizuje kolejny krok w kierunku czarnego metalu – dzwoniące, gęste blasty i gitarowe tremola sypały się z głośników wyraźnie szczodrzej niż dotychczas. Gdy panowie schodzili z desek, wynurzyłem się z tego sonicznego pola bitwy usatysfakcjonowany i szczęśliwy, wstępnie uznając wieczór za spuentowany. Zamykający set Azarath nigdy mnie bowiem zbytnio nie ekscytowali.

Zdecydowane niedoszacowanie – posypuję głowę popiołem. Ekipa napędzana potężną jazdą perkusji Zbyszka Promińskiego aka Inferno zmiażdżyła i przemieliła rozgrzany i już przecież ostro posiekany przez In Twilight’s Embrace tłumek. Ciężkie i brutalne to granie, a na dodatek podłe jak cholera, choć jednocześnie zaraźliwie piosenkowe. Nie sposób źle się przy nim bawić. Trudno zliczyć, ile razy padło wczorajszego wieczoru imię rogatego, ale jak należało się spodziewać, to Azarath wiódł niekwestionowany prym w wypluwaniu najbardziej obrazoburczych wersetów. Następnym razem warto zawiadomić krucjatę różańcową, niech poczują się potrzebni. No i zawsze byłby to jakiś zabawny marketingowy smaczek!

Azarath
Azarath, fot. MC

Trzy godziny imprezy i trzy mocne polskie składy. Dużo wchłoniętych procentów, obolały od machania łbem kark i nadrobione zaległości zakupowe u ekipy z Arachnophobii i Old Temple – taki jest bilans. Oby więcej takich okazji! Tymczasem zabieram się do słuchania Vanitas, bo to jedna z bardziej interesujących mnie tegorocznych premier.