Septicflesh „Codex Omega”

Gatunek: symphonic death metal
Rok: 2017

Dla osób niezorientowanych w temacie: Septicflesh, weterani mrocznej sceny z Grecji, w latach dziewięćdziesiątych pozostający w cieniu pierwszoligowych składów, dekadę temu, po krótkiej przerwie powrócili do grania, by wziąwszy drugi oddech szturmem zdobyć metalowy świat. Odtąd, w równych odstępach czasu, prezentują słuchaczom kolejne wydawnictwa, stanowiące efektowne (i efektywne) połączenie przystępnego, acz ciężko brzmiącego death metalu z bombastycznymi orkiestracjami.

Zdecydowanym wyróżnikiem sztuki ateńskich bluźnierców jest fakt, że w ich wykonaniu, partie symfoniczne nie stanowią dodatku do dania głównego, ani nie mają na celu specjalnego osładzania i uprzystępniania przekazu. Oczywistym jest, że muzyka klasyczna czy filmowa to coś, co chłopaków kręci. Poświęcają tej warstwie swych kompozycji mnóstwo uwagi i stawiają ją na równi z ekstremalnymi dźwiękami, jako element w tym samym, jeśli nie większym stopniu przydający całości mroku, ciężaru i aury grozy, co potężne bębny, gitary i basowy growling gardłowego. Oba światy splatają się na ich płytach w spójną, jednorodną całość, w sposób niespotykanie przekonujący. Nie ma sensu w przypadku Codex Omega wybiórczo rozpisywać się o walorach poszczególnych numerów. Płyta jest równa i działa dokładnie tak jak powinna, od pierwszej do ostatniej minuty. Na spróbowanie polecam choćby opatrzony niepokojącym, skąpanym w oparach prozy Lovecrafta refrenem Our Church Below the Sea i przetaczające się niczym czołg combo otwierające płytę – Dante’s Inferno i 3rd Testament.

Rozpatrując Codex Omega w kontekście dyskografii Septicflesh nie mogę nie zwrócić uwagi na pewną stagnację, która wkradła się do ich muzyki. Grecy dobrze czują się w swojej niszy i najwyraźniej nie mają zamiaru się z niej ruszać. Z jednej strony mam opory by winić ich za brak stylistycznych nowinek w sytuacji, gdy to co robią, robią na tak wysokim poziomie, z drugiej jednak, pewna świeżość pozwoliłaby mi opędzić się od uczucia, że wszystkie te numery już kiedyś słyszałem i mógłbym wystawić albumowi wyższą notę. Jeśli ktoś nie miał styczności z kilkoma ostatnimi wydawnictwami kapeli, a jednocześnie nie dostaje drgawek na myśl o mieszaniu metalu z teatralną pompą i przepychem, powinien zdecydowanie dać Codex Omega szansę, jest to bowiem rozrywka naprawdę wysokiej jakości. Powracający klienci, o ile nie liczą na artystyczną ewolucję, również będą zadowoleni. Ci zaś, którzy słyszeli Communion, Great Mass lub Titan i uznali, że to nie ich bajka, nadal nie mają tu czego szukać.

4stars_bl_sm